Ponad połowa Greków cypryjskich (51,2%) sądzi, że sprawy w kraju zmierzają w złym kierunku. Niespełna jedna trzecia (30,1%) uważa natomiast, że Cypr podąża we właściwą stronę. Takie rezultaty przynosi najnowsze badanie opinii publicznej na wyspie Afrodyty.
Zdecydowana większość (71,4%) obywateli greckiej części Cypru twierdzi, że ich osobista sytuacja społeczno-ekonomiczna jest gorsza niż w roku ubiegłym, 18% nie zauważyło zmian, zaś zaledwie 10,6% odczuło poprawę w porównaniu z 2013 rokiem. Przewidywania na przyszłość również nie są optymistyczne - 57,4% badanych uważa, że 2015 rok będzie dla nich jeszcze gorszy niż bieżący, 14,3% oczekuje stabilizacji, zaś 16,2% ma nadzieję na poprawę.
Sprawy w kraju idą w złym kierunku - ocenia większość Greków cypryjskich (fot. iefimerida.gr)
Co ciekawe, mimo raczej kiepskiej oceny sytuacji w kraju oraz we własnym gospodarstwie domowym, aż 42,1% ankietowanych ocenia, że rząd Cypru dobrze wypełnia swe obowiązki, przeciwnego zdania jest 36,2% mieszkańców wyspy. 18,9% badanych nie ma zdania na temat pracy rządu. Jeszcze lepsze oceny zbiera prezydent republiki Nikos Anastasiadis - 44,6% rodaków jest zadowolonych z jego pracy, 34,3% wystawia mu opinię negatywną, zaś 16,4% nie może się zdecydować.
Cypryjskie władze raczej nie czują na swych plecach oddechu rozpędzonej opozycji, bowiem zaledwie 10,6% elektoratu pozytywnie ocenia działania ugrupowań opozycyjnych. Aż 69,6% badanych negatywnie recenzuje pracę opozycji, a 14,6% pytanych nie wystawiło jej żadnej noty.
Powyższe dane znajdują swe odzwierciedlenie w poparciu dla poszczególnych partii politycznych na Cyprze. Współrządzące Zgromadzenie Demokratyczne (DISY, gr. Δημοκρατικός Συναγερμός, ΔΗ.ΣΥ.), z którego wywodzi się również wybrany w 2013 roku prezydent Anastasiadis, cieszy się poparciem 24,8% ankietowanych, zaś główne ugrupowanie opozycyjne - Postępowa Partia Ludu Pracującego (AKEL, gr. Ανορθωτικό Κόμμα Εργαζόμενου Λαού, Α.Κ.Ε.Λ.) mogłaby obecnie liczyć na 16,1% głosów.
Badanie uzupełniało pytanie o ingerencję arcybiskupa Cypru w sprawy polityczne i ekonomiczne państwa. Większość badanych (59,1%) negatywnie ocenia tego rodzaju działalność głowy lokalnego Kościoła ortodoksyjnego, 31,6% wyraża się o niej pozytywnie, zaś 7,5% nie ma zdania.
Trwają intensywne prace archeologiczne przy grobowcu z czasów Aleksandra Wielkiego, prowadzone na stanowisku Amfipolis (Ἀμφίπολις, Αμφίπολη) w regionie Serres (Σέρρες) we wschodniej Macedonii. W ostatnich dniach września opublikowano w prasie ciekawe fotografie, ukazujące postęp prac przy posągach kariatyd, które wraz z marmurowymi podstawami mierzą 3,67 metra wysokości (wymiary samej podstawy: 1,40 x 1,36 x 0,72 m). Obecny etap prac ma zostać ukończony w ciągu miesiąca.
Wzgórze grobowe Καστά (wym. kasta) na terenie starożytnej Amfipolis, gdzie toczą się prace archeologiczne
Jak podaje greckie ministerstwo obrony narodowej, dziś o godzinie 10.22 czasu ateńskiego turecki samolot typu Casa Cn 235, należący do straży przybrzeżnej, naruszył bez uprzedzenia grecką przestrzeń powietrzną. O godzinie 10.39, znajdując się na wysokości 500 stóp, przeleciał nad wyspą Farmakonisi na Morzu Egejskim (położoną między wyspami Samos a Kos).
Casa należąca do tureckich sił powietrznych (fot. kontranews.gr)
Według greckich władz, pilot tureckiej maszyny został ostrzeżony o wtargnięciu nad terytorium Grecji "zgodnie z międzynarodowymi procedurami". Zauważa się jednocześnie, że do owej prowokacji (nomenklatura grecka, stosowana w podobnych przypadkach) ze strony Ankary doszło zaledwie kilka godzin po spotkaniu greckiego ministra spraw zagranicznych Ewangielosa Wenizelosa i jego tureckiego odpowiednika, które odbyło się w Nowym Jorku przy okazji sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych.
...a Grecy uparcie śpiewają o lecie, słońcu i morzu. Posłuchajmy zatem słonecznej greckiej piosenki, ale nie tyle o lecie, ile o tym, że kiedyś "lato znowu nadejdzie i porwie cię ze sobą". Utwór nieco refleksyjny, zupełnie odmienny od dźwięków, które możemy usłyszeć latem w knajpach na ateńskiej Place. Cóż, wszak mamy już jesień...
A śpiewa Fiwos Deliworias (Φοίβος Δεληβοριάς), jeden z moich ulubionych greckich wykonawców średniego pokolenia. Nagrania dokonano w studiu koncertowym publicznego radia i telewizji w 2012 roku.
Z okazji 60. rocznicy powstania Trzeciego Programu greckiej radiofonii publicznej ciekawymi wspomnieniami podzielił się jeden z publicystów dziennika "Kathimerini". Oto ich fragment :
W latach mego dzieciństwa Program III był ostoją muzyki poważnej, "klasycznej", takiej, którą wszystkie pozostałe stacje radiowe nadawały wyłącznie w okresie Wielkiego Tygodnia, uważając ją za muzykę żałobną, nawet jeśli chodziło np. o "Carmen" Bizeta. Trójka wyraźnie odróżniała się od "lekkiej", nowomiejskiej kultury, która - nie wiedzieć czemu - chciała uchodzić za europejską. Pamiętam, jak mój ojciec całymi godzinami nagrywał koncerty na magnetofonie Philipsa [w tamtych czasach znakiem rozpoznawczym Trójki były codzienne pięciogodzinne transmisje i retransmisje wykonań muzyki poważnej - przyp. TF]. Na niewielkiej prowincji, która nazywała się Grecją, Trójka kojarzyła się z europejską podróżą, dawała poczucie, że jesteśmy częścią wielkiego świata.
60 lat Programu III greckiego radia publicznego (fot. NERIT)
Później nastała epoka Manosa Chadzidakisa, który dokonał w Trójce prawdziwego przewrotu. Stacja uwolniona została z owej monumentalnej powagi, a obok dzieł Haydna zaczęło pojawiać się też rembetiko. Nowa Trójka straciła wielu dawnych słuchaczy, ale zyskała też nowych, szeroko otworzyła się na żywą kulturę swoich czasów, mówiła o poezji, malarstwie. O ile dawna, wyłącznie poważna Trójka niekiedy odbierana była jako emanacja ciężkich czasów i niekończącego się politycznego napięcia w Grecji, o tyle ta nowa, swobodniejsza i żywa, zdawała się swoistą kulturalną odskocznią od codziennego politykowania.
Melina Mercouri i Manos Chadzidakis (fot. logomnimon.wordpress.com)
W epoce Chadzidakisa, dzięki niemu i jego współpracownikom, Trójka osiągnęła poziom niepowtarzalny, stała się wzorcem, z którego później pełnymi garściami czerpali liczni naśladowcy. Nie znaczy to oczywiście, że po odejściu Chadzidakisa Trójka całkowicie utraciła swój charakter i wartość, do dziś pozostaje bowiem wysepką kultury wysokiej na oceanie homogenicznego "mainstreamu". Niemniej, do poziomu z tamtych lat nie udało jej się już nawiązać.
Obecnie Trójka poszukuje pomysłu na samą siebie. Zdaje sobie sprawę ze spadku pozostawionego przez Chadzidakisa, ale wie też, że w dzisiejszych czasach nie może być prostą kontynuacją tamtej stacji, a raczej jej następcą, który zdoła znaleźć klucz do współczesności, podobnie jak Chadzidakis znalazł klucz do swoich czasów. Być może jest też tak, że obecna niemoc Trójki jest odbiciem niemocy kulturalnej twórczości jako takiej, twórczości, która próbuje w tych czasach pozostać społecznym dobrem.
*************
I jeszcze fragment mojego tekstu o epoce Chadzidakisa w Trójce:
Manos Chadzidakis, w latach 1975-1982 dyrektor Programu III, w pierwszych słowach po objęciu tej funkcji powiedział:
(…) celem nowego Programu Trzeciego będzie odkrywanie na nowo fundamentów greckiej kultury; ukazywanie Grecji przez pryzmat współczesnych międzynarodowych prądów myślowych i twórczych; wyjaśnianie celów i intencji tych koncepcji wraz z próbą właściwego przełożenia ich na grunt grecki; wreszcie, kreowanie ożywczego fermentu w dyskusji nad problemami współczesnej filozofii i sztuki.
Co ważne, zmianom o charakterze programowym towarzyszyły także reformy organizacyjno-techniczne, które obejmowały m.in. walkę z wewnątrzradiową biurokracją, produkcję programów, czy oprawę muzyczną audycji. Stosunkowo szybko odnowiony Program III zdobył szerokie uznanie wśród słuchaczy i komentatorów, przeobrażając się w silne ogólnokrajowe centrum kultury łączące odbiorców ze wszystkich grup społecznych, charakteryzujące się niespokojną duchowością, niepohamowaną ciekawością, odrzuceniem rutyny, głupoty, równania w dół.
Wokół anteny Chadzidakisa powstała swego rodzaju społeczność słuchaczy, która niejednokrotnie głośno protestowała, gdy politycy próbowali wpływać na kształt Trójki, jednocząc się w obronie programowej niezależności i wyjątkowości stacji. Do dziś zresztą projekt Chadzidakisa często uznawany jest za pierwszą prawdziwie wolną rozgłośnię w Grecji, a już po uwolnieniu rynku medialnego w 1987 roku stał się on programowo-organizacyjnym wzorem dla wielu prywatnych nadawców, zwłaszcza tych, którzy pragnęli tworzyć ofertę o charakterze społeczno-kulturalnym.
Menelaos Palantios, Kiki Morfoniu i Manos Chadzidakis w studiu Programu III (fot. panagiotisandriopoulos.blogspot.com)
W 1977 roku pozycja Programu III uległa istotnemu wzmocnieniu w ramach nadawcy państwowego ERT – utworzona została odrębna dyrekcja tego programu, niezależna od nadzorującej pozostałe kanały radia państwowego Dyrekcji Radiofonii. Owa niezależna droga Trójki stanowi do dziś jedno z najważniejszych zjawisk w historii greckiej radiofonii państwowej, nie bała się ona bowiem podejmować odważnych działań, które nie pozostawały bez wpływu na zawartość programu oraz sposób realizacji audycji. Chadzidakis nie bał się na przykład wprowadzać do ramówki elementów kultury ludowej, folkloru, popularnej muzyki tanecznej rembetiko, czym narażał się na krytykę publicystów i artystów traktujących tego typu zjawiska za element profanacji sztuki wysokiej; angażował się ponadto w organizację szeregu imprez kulturalnych, happeningów itp., w myśl zasady: tworzyć kulturę na zewnątrz radia, aby to radio wzbogacać.
Okładka płyty, na której Melina Mercouri śpiewa utwory Manosa Chadzidakisa
Misją Chadzidakisa było uczynienie Trójki rozgłośnią zdecydowanie bardziej ludzką, bliższą przeciętnemu słuchaczowi, chciał, aby tradycyjne pojęcie kultura przestało kojarzyć się wyłącznie z pompatycznością, napuszonym, nieznoszącym sprzeciwu tonem, brakiem dyskusji. Zgromadził wokół stacji wiele niesłychanie różniących się od siebie osobowości, które wielokrotnie ostro kłóciły się między sobą, lecz zawsze podążały ku wyznaczonemu wspólnie celowi. Epoka Chadzidakisa zakończyła się w 1982 roku, kiedy ustąpił on z funkcji dyrektora programu tuż po przedłożeniu założeń do nowej ramówki, w której znacznie większy nacisk położony został na audycje słowne.
PS. Skoro już zamieściłem okładkę płyty Meliny Mercouri z piosenkami Chadzidakisa, to jej posłuchajmy :) Na pozycji 11:58 legendarne "Dzieci Pireusu".
Nowe greckie media publiczne (NERIT), tworzone w wielkich bólach od chwili zlikwidowania poprzedniej instytucji nadawczej (ERT, VI 2013 r.), zmagają się z tymi samymi "problemami", które trapią system mediów elektronicznych w Grecji właściwie od samego początku jego istnienia. Problemy te można by opisać jednym zdaniem: nieustanne, bezpośrednie ingerencje czynników politycznych w funkcjonowanie ww. instytucji.
Wczoraj niespodziewaną dymisję z zajmowanych stanowisk złożyli prezes NERIT Antonios Makridimitris oraz jego zastępca Rodolfos Moronis. Obaj pełnili swe funkcje od czterech miesięcy. Zarówno obaj prezesi, jak i Rada Nadzorcza mediów publicznych nie przedstawili oficjalnie żadnych powodów zaistniałej sytuacji. Biuro prasowe NERIT wydało jedynie jednozdaniowy, lakoniczny komunikat, potwierdzający fakt rezygnacji (fot. poniżej).
Nieoficjalnie natomiast prezesi NERIT przyznali, że mają już dość ciągłych ingerencji "ze strony czynników rządowych", odnoszących się zarówno do treści audycji informacyjnych, jak i programu NERIT jako całości. Kroplą, która przelała czarę goryczy, okazała się sytuacja z planowaną niedzielną transmisją przemówienia i konferencji prasowej Aleksisa Tsiprasa, lidera największej greckiej partii opozycyjnej (SYRIZA, Koalicja Radykalnej Lewicy), które mają odbyć się przy okazji Wystawy Międzynarodowej w Salonikach (ΔΕΘ). Prezes NERIT przychylił się do prośby SYRIZY i zdecydował, że telewizja publiczna pokaże na żywo oba powyższe wydarzenia. Co ciekawe, zgodnie z zapewnieniami SYRIZY miał to być pierwszy raz od ponad roku, gdy szef partii A. Tsipras odpowiadał będzie na pytania zadawane przez dziennikarzy NERIT - dotąd bowiem lider opozycji "nie uznawał" istnienia tej stacji, twierdząc, że jedyną legalną telewizją publiczną w Grecji jest zlikwidowana przez rząd ponad rok temu ERT.
Antonios Makridimitris, ustępujący prezes NERIT (fot. neokosmos.com)
Jak podają dobrze poinformowane źródła, ustalenia kierownictwa NERIT i SYRIZY nie spodobały się "czynnikom rządowym", które jednoznacznie "zasugerowały" w środę, że telewizja publiczna powinna ograniczyć się do transmisji tylko jednego wydarzenia z udziałem Aleksisa Tsiprasa, tzn. pokazać albo jego przemówienie, albo konferencję prasową. Prezes NERIT nie przyjął tego typu "sugestii" do wiadomości i podał się do dymisji, po czym to samo uczynił jego zastępca.
Swoistej pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że obaj prezesi mediów publicznych pełnili swe funkcje tymczasowo, jako że trwa właśnie konkurs na obsadę całego zarządu NERIT, co ma zakończyć wreszcie wydłużający się okres przejściowy między likwidacją ERT, a nadaniem ostatecznego kształtu nowemu nadawcy publicznemu. Termin składania wniosków przez kandydatów do nowego, stałego już zarządu upływa... jutro.
Przeciwko domniemanym rządowym ingerencjom w program NERIT zaprotestowała dziś oczywiście SYRIZA, określając zaistniałą sytuację mianem "zamachu stanu", zaś inna lewicowa partia opozycyjna DIMAR (która do chwili likwidacji ERT współtworzyła koalicję rządową) zażądała zwołania nadzwyczajnego posiedzenia parlamentarnej Komisji ds. Etyki i Przejrzystości, która miałaby ustalić faktyczne przyczyny dymisji prezesów mediów publicznych. Według DIMAR, w chwili obecnej istnieją poważne wątpliwości co do możliwości swobodnego, profesjonalnego i obiektywnego funkcjonowania NERIT.
Publicysta dziennika "Wima" ocenił natomiast, że grecki rząd ostatecznie pogrzebał szanse na powstanie w kraju "prawdziwie nowych" mediów publicznych, pozbawionych wad wszystkich swoich poprzedników. -"Choć likwidacja ERT była szokiem, pojawiła się wówczas okazja na swoisty nowy początek w ładzie medialnym. Niestety, władze polityczne nigdy nie przestały traktować telewizji publicznej jak folwarku, w którym naciski i ingerencje stoją na porządku dziennym. NERIT to kolejna ułuda mediów publicznych, którą mieszkańcy Grecji zmuszani są dotować kwotą 100 milionów euro rocznie" - podsumowuje gorzko Dimitris Galanis.
Dzisiejsze internetowe wydanie dziennika "Wima" przynosi omówienie ciekawych badań, zatytułowanych "Nacjonalizm w Turcji i na świecie". Prowadzone były one przez dwóch tureckich badaczy, Alego Tsarkoglu (Koç University) i Ersin Kalaikoglu (Sabancı University).
- "Turcja pozostaje krajem etnocentrycznym, mimo że jej rząd jest aktywny w przestrzeni międzynarodowej. Przeciętny Turek obawia się wyzwań i zagrożeń płynących z zagranicy. W podobnych kategoriach patrzy np. na uchodźców, choć stwarza pozory, że to zjawisko w ogóle go nie niepokoi - ciekawa egzemplifikacja mocno ograniczonego spojrzenia na świat zewnętrzy, cechującego nasz naród. W rzeczywistości bowiem każdy, kto nie mówi po turecku, odbierany jest jako źródło zagrożenia. Badanie wykazało również, że choć jesteśmy dumni z naszych osiągnięć, niewiele z tego wynika [np. dla przełamywania kompleksów]" - mówi jeden z autorów opracowania.
Turecka duma (fot. "Wima")
Świat Turka ogranicza się do jego własnego "obejścia" - rodziny i sąsiedztwa, brak mu poczucia uczestnictwa w szerszych relacjach międzynarodowych, które zresztą niewiele go obchodzą. Stosunki międzynarodowe odbiera bowiem jako coś niezwykle skomplikowanego i trudnego do zrozumienia. Chyba że polityczni przywódcy państwa objaśnią mu je w prostych słowach. Zdecydowana większość Turków nie miała też żadnych osobistych kontaktów z zagranicą. Jeśli Turek z kimś się przyjaźni, to wyłącznie z innym Turkiem.
Choć gospodarka turecka jest otwarta na kapitał zagraniczny, społeczeństwo tureckie pozostaje w tym zakresie bardzo zachowawcze. Niemal wszyscy badani Turcy opowiadają się przeciwko prywatyzacji, czy też ograniczeniu roli państwa w gospodarce. Przeciwnie, Turcy oczekują od państwa aktywnej roli w przestrzeni gospodarczej, popierają interwencjonizm państwowy oraz stosowne regulacje prawne w tym zakresie. Turcy są przekonani, że jeśli gospodarka działa dobrze, to znaczy, że państwo prawidłowo wywiązuje się ze swych zadań na tej płaszczyźnie.
Turcy często zdradzają objawy bardzo prostego, pozbawionego głębszej analizy myślenia, a władze umiejętnie to wykorzystują. Na przykład, z powszechnym zadowoleniem przyjęta została wypowiedź ówczesnego premiera, a obecnego prezydenta Tayippa Recepa Ergodana, że skoro na mundialu w Brazylii obecne były państwa liczące 5-6 milionów mieszkańców, to ponadsiedemdziesięciomilionowa Turcja także powinna tam być. Jak komentują badacze, tego typu myślenie zabija ducha współzawodnictwa i konkurencyjności, sprzyja przekonaniu, że Turcji pewne rzeczy się najzwyczajniej należą tylko dlatego, że jej potencjał demograficzny zbliżony jest do Niemiec.
Wśród "niezwykle charakterystycznych" cech tureckiej mentalności jest również to, że statystyczny Turek nie czuje się szczególnie związany ani z Europą, ani ze Środkowym Wschodem. Czuje związek jedynie z tym, co znajduje się blisko niego. Na pytanie, czy świat byłby lepszy, gdyby wszyscy byli Turkami, badacze usłyszeli powszechną, entuzjastyczną odpowiedź "TAK". - "Turcy nie znają pojęcia samokrytyki" - komentują autorzy.
Co odróżnia Turków od reszty świata, według samych Turków? To mianowicie, że turecka tożsamość narodowa w pierwszej kolejności oparta jest na fundamencie wyznaniowym. Turkiem jest się nie tyle dlatego, że mówi się po turecku, czy też po prostu odczuwa się przynależność do tego narodu. Turkiem jest się wtedy, gdy jest się muzułmaninem. Pod tym względem Turcja jest krajem jednorodnym, w związku z czym nie istnieje w zasadzie przestrzeń dla dyskusji o jakichkolwiek prawach przynależnych mniejszościom religijnym. Turcy zgadzają się, że w demokracji większość może narzucać swą wolę bez oglądania się na pozostałych.
Nadto, Turcy są przekonani, że w przeszłości nigdy nikomu nie wyrządzili żadnej krzywdy. Powszechnym zjawiskiem jest wypieranie "niewygodnych" faktów z historii państwa. Według autorów, społeczeństwo tureckie nie jest przekonane do konieczności funkcjonowania swobodnej dyskusji i poszanowania zróżnicowanych opinii. Statystyczny Turek uważa, że najlepiej jest zgadzać się z "oficjalnym stanowiskiem" w danej sprawie, w związku z czym opinie odmienne od "oficjalnych" słyszane są rzadko, a jeśli już się pojawią, skutecznie się je wycisza.
PS. Badania z 2012 roku, przeprowadzone przez uniwersytet w Konstantynopolu, wykazały, że 90% Turków odczuwa dumę z przynależności do tego narodu, a 85% określa się mianem wierzących (w 1990 roku było to 75%).
W parlamencie greckim toczy się właśnie debata nad kolejnym pakietem ustaw "antykryzysowych" (πολυνομοσχέδιο), przedstawionych przez rząd premiera Antonisa Samarasa. W dwóch punktach zawiera on zapisy, które zdaniem greckich organizacji zrzeszających pracowników i wydawców prasy drukowanej (w tym największej Unii Redaktorów Prasy Codziennej w Atenach, ΕΣΗΕΑ) mogą wpłynąć na istotne obniżenie dochodów w tym sektorze mediów masowych, i tak już najmocniej poturbowanym przez kryzys na rynku reklamowym oraz spadki sprzedaży.
Unia Redaktorów w liście wystosowanym pod koniec lipca do ministra rozwoju i konkurencji zwraca uwagę na dwa artykuły projektu pakietu:
artykuł 202 znosi od 1 stycznia 2015 roku obowiązek publikowania drukiem przez organy administracji państwowej określonych typów ogłoszeń publicznych, wyszczególnionych w przepisach pochodzących z 1920 oraz 1955 roku (z późn.zm.);
artykuł 152 znosi od 1 stycznia 2015 roku obowiązek publikowania drukiem przez instytucje publiczne wszystkich szczebli ogłoszeń dotyczących wszelkiego typu przetargów na zlecenia finansowane ze środków publicznych.
Dotąd głównym beneficjentem powyższych ogłoszeń była właśnie prasa, w szczególności wpływały one stabilizująco na finanse tytułów lokalnych i regionalnych, które mocno ucierpiały w wyniku załamania gospodarczego w ostatnich latach. Według projektowanych przepisów pakietu antykryzysowego, obowiązki informacyjne o których mowa wyżej, miałyby być wypełniane poprzez platformy internetowe.
Pierwsze strony greckich dzienników regionalnych z Epiru i Tesalii (5 VIII 2014 r.)
Unia Redaktorów zwraca uwagę, że w opinii Głównego Skarbnika Państwa (jednostki podległej ministerstwu finansów) rezygnacja z publikacji ogłoszeń administracyjnych w prasie drukowanej per saldo przyniosłaby budżetowi więcej strat, aniżeli oszczędności, choćby z powodu faktu, że określone ważne informacje nie dotrą do zainteresowanych odbiorców, np. potencjalnych oferentów w przetargach publicznych.
Oczywiście, Unia nie ukrywa, że największe straty w wyniku ewentualnego wprowadzenia w życie projektowanych rozwiązań poniesie rynek prasy drukowanej, który najbardziej ucierpiał "z powodu spadku wpływów reklamowych oraz czytelnictwa, będących wynikiem kryzysu gospodarczego, który niszczy kraj". Jedną z konsekwencji ww. przepisów byłaby likwidacja najsłabszych tytułów lub daleko idące ograniczenie przez nie działalności oraz dalszy wzrost bezrobocia w sektorze medialnym, w którym w ostatnich latach "zniknęły już tysiące miejsc pracy". Nie trzeba dodawać, że kolejni zwolnieni dziennikarze z dnia na dzień staliby się "klientami" oblężonych greckich urzędów pracy, a cios zadany nadwątlonemu pluralizmowi na rynku informacji i opinii w gruncie rzeczy nie przysłużyłby się nikomu.
Tekst listu Unii Redaktorów: ΕΠΙΣΤΟΛΗ ΠΡΟΣ ΤΗΝ ΗΓΕΣΙΑ ΤΟΥ ΥΠΟΥΡΓΕΙΟΥ ΑΝΑΠΤΥΞΗΣ ΕΝΟΨΕΙ ΤΟΥ ΠΟΛΥΝΟΜΟΣΧΕΔΙΟΥ ΠΟΥ ΚΑΤΑΡΓΕΙ ΥΠΟΧΡΕΩΤΙΚΕΣ ΔΗΜΟΣΙΕΥΣΕΙΣ ΣΤΟΝ ΤΥΠΟ (28 VII 2014 r.)
Piłkarskie mistrzostwa świata w Brazylii przeszły już wprawdzie do historii, ale pewnie jeszcze przez jakiś czas będą powracać w pamięci fanów futbolu. Ja natknąłem się dziś na okolicznościowe znaczki wydane przez grecką pocztę (Ελληνικά Ταχυδρομεία, ΕΛ.ΤΑ) z okazji południowoamerykańskiego mundialu i niech ich publikacja poniżej będzie moim wspomnieniem tych mistrzostw, w sumie całkiem udanych dla Greków.
Znaczący i "niepokojący" wzrost liczby uchodźców napływających do Grecji z Turcji, zarówno drogą lądową, jak i morską, odnotowują greckie służby imigracyjne. Większość uchodźców pochodzi z Syrii, a ich liczba rośnie systematycznie z miesiąca na miesiąc. Jak podaje prasa, grecka straż morska codziennie w różnych częściach Morza Egejskiego namierza statki z uciekinierami z Bliskiego Wschodu.
W pierwszym półroczu 2014 roku liczba przyjętych uchodźców wzrosła o 131,55% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. W lipcu br. Ateny odnotowały kolejnych 4175 osób przybyłych nielegalnie drogą morską (rok wcześniej 1538) i 134 osoby drogą lądową (rok wcześniej 63). Łącznie w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 2014 roku greckie służby zarejestrowały 15104 uchodźców, którzy nielegalnie przedostali się do tego kraju; w analogicznym okresie 2013 roku było to niecałe 6200 osób.
Mapka pokazująca liczbę nielegalnych imigrantów zarejestrowanych przez służby greckie w okresie I-VII 2014 r. na obszarze Morza Egejskiego i lądowej granicy z Turcją (fot. "K")
Zwraca się uwagę, że wraz z utrzymującą się napiętą sytuacją na Bliskim Wschodzie Grecja ponosi coraz wyższe koszty ochrony własnych granic, w szczególności granicy morskiej, będącej zarazem granicą całej UE. Policja i inne służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo publiczne wzmacniają kadry przeznaczane do pracy na posterunkach na granicy z Turcją i w całym regionie przygranicznym, a także kadry straży morskiej, patrolującej Morze Egejskie. Przykładowo, 2500 spośród 7310 funkcjonariuszy straży morskiej zajmuje się wyłącznie kwestią nielegalnej imigracji. Służby otrzymują również coraz więcej nowoczesnego, a zarazem kosztownego sprzętu, np. kamery termiczne, radary, pojazdy wyposażone w urządzenia obserwacyjne itp. Sama tylko straż morska dysponuje 44 patrolowymi jednostkami pływającymi, wspieranymi 4 jednostkami Frontexu.
W 2013 roku łączne wydatki przeznaczone na zabezpieczenie greckich granic, będących zarazem zewnętrznymi granicami UE, wyniosły 63 miliony euro. Pomoc finansowa unijnej agencji Frontex (Europejska Agencja Zarządzania Współpracą Operacyjną na Granicach Zewnętrznych Państw Członkowskich Unii Europejskiej) wyniosła ok. 2,6 milionów euro.