Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turcja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 września 2014

Turecka Casa na greckim niebie

Jak podaje greckie ministerstwo obrony narodowej, dziś o godzinie 10.22 czasu ateńskiego turecki samolot typu Casa Cn 235, należący do straży przybrzeżnej, naruszył bez uprzedzenia grecką przestrzeń powietrzną. O godzinie 10.39, znajdując się na wysokości 500 stóp, przeleciał nad wyspą Farmakonisi na Morzu Egejskim (położoną między wyspami Samos a Kos).

turecka casa
Casa należąca do tureckich sił powietrznych (fot. kontranews.gr)

Według greckich władz, pilot tureckiej maszyny został ostrzeżony o wtargnięciu nad terytorium Grecji "zgodnie z międzynarodowymi procedurami". Zauważa się jednocześnie, że do owej prowokacji (nomenklatura grecka, stosowana w podobnych przypadkach) ze strony Ankary doszło zaledwie kilka godzin po spotkaniu greckiego ministra spraw zagranicznych Ewangielosa Wenizelosa i jego tureckiego odpowiednika, które odbyło się w Nowym Jorku przy okazji sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych.

Zob. też  Turecka "eskapada" na greckich wodach terytorialnych.

czwartek, 11 września 2014

Kim jest i co myśli współczesny Turek

Dzisiejsze internetowe wydanie dziennika "Wima" przynosi omówienie ciekawych badań, zatytułowanych "Nacjonalizm w Turcji i na świecie". Prowadzone były one przez dwóch tureckich badaczy, Alego Tsarkoglu (Koç University) i Ersin Kalaikoglu (Sabancı University).

- "Turcja pozostaje krajem etnocentrycznym, mimo że jej rząd jest aktywny w przestrzeni międzynarodowej. Przeciętny Turek obawia się wyzwań i zagrożeń płynących z zagranicy. W podobnych kategoriach patrzy np. na uchodźców, choć stwarza pozory, że to zjawisko w ogóle go nie niepokoi - ciekawa egzemplifikacja mocno ograniczonego spojrzenia na świat zewnętrzy, cechującego nasz naród. W rzeczywistości bowiem każdy, kto nie mówi po turecku, odbierany jest jako źródło zagrożenia. Badanie wykazało również, że choć jesteśmy dumni z naszych osiągnięć, niewiele z tego wynika [np. dla przełamywania kompleksów]" - mówi jeden z autorów opracowania.


turecka duma
Turecka duma (fot. "Wima")

Świat Turka ogranicza się do jego własnego "obejścia" - rodziny i sąsiedztwa, brak mu poczucia uczestnictwa w szerszych relacjach międzynarodowych, które zresztą niewiele go obchodzą. Stosunki międzynarodowe odbiera bowiem jako coś niezwykle skomplikowanego i trudnego do zrozumienia. Chyba że polityczni przywódcy państwa objaśnią mu je w prostych słowach. Zdecydowana większość Turków nie miała też żadnych osobistych kontaktów z zagranicą. Jeśli Turek z kimś się przyjaźni, to wyłącznie z innym Turkiem.

Choć gospodarka turecka jest otwarta na kapitał zagraniczny, społeczeństwo tureckie pozostaje w tym zakresie bardzo zachowawcze. Niemal wszyscy badani Turcy opowiadają się przeciwko prywatyzacji, czy też ograniczeniu roli państwa w gospodarce. Przeciwnie, Turcy oczekują od państwa aktywnej roli w przestrzeni gospodarczej, popierają interwencjonizm państwowy oraz stosowne regulacje prawne w tym zakresie. Turcy są przekonani, że jeśli gospodarka działa dobrze, to znaczy, że państwo prawidłowo wywiązuje się ze swych zadań na tej płaszczyźnie.

Turcy często zdradzają objawy bardzo prostego, pozbawionego głębszej analizy myślenia, a władze umiejętnie to wykorzystują. Na przykład, z powszechnym zadowoleniem przyjęta została wypowiedź ówczesnego premiera, a obecnego prezydenta Tayippa Recepa Ergodana, że skoro na mundialu w Brazylii obecne były państwa liczące 5-6 milionów mieszkańców, to ponadsiedemdziesięciomilionowa Turcja także powinna tam być. Jak komentują badacze, tego typu myślenie zabija ducha współzawodnictwa i konkurencyjności, sprzyja przekonaniu, że Turcji pewne rzeczy się najzwyczajniej należą tylko dlatego, że jej potencjał demograficzny zbliżony jest do Niemiec.

Wśród "niezwykle charakterystycznych" cech tureckiej mentalności jest również to, że statystyczny Turek nie czuje się szczególnie związany ani z Europą, ani ze Środkowym Wschodem. Czuje związek jedynie z tym, co znajduje się blisko niego. Na pytanie, czy świat byłby lepszy, gdyby wszyscy byli Turkami, badacze usłyszeli powszechną, entuzjastyczną odpowiedź "TAK". - "Turcy nie znają pojęcia samokrytyki" - komentują autorzy.

Co odróżnia Turków od reszty świata, według samych Turków? To mianowicie, że turecka tożsamość narodowa w pierwszej kolejności oparta jest na fundamencie wyznaniowym. Turkiem jest się nie tyle dlatego, że mówi się po turecku, czy też po prostu odczuwa się przynależność do tego narodu. Turkiem jest się wtedy, gdy jest się muzułmaninem. Pod tym względem Turcja jest krajem jednorodnym, w związku z czym nie istnieje w zasadzie przestrzeń dla dyskusji o jakichkolwiek prawach przynależnych mniejszościom religijnym. Turcy zgadzają się, że w demokracji większość może narzucać swą wolę bez oglądania się na pozostałych.

Nadto, Turcy są przekonani, że w przeszłości nigdy nikomu nie wyrządzili żadnej krzywdy. Powszechnym zjawiskiem jest wypieranie "niewygodnych" faktów z historii państwa. Według autorów, społeczeństwo tureckie nie jest przekonane do konieczności funkcjonowania swobodnej dyskusji i poszanowania zróżnicowanych opinii. Statystyczny Turek uważa, że najlepiej jest zgadzać się z "oficjalnym stanowiskiem" w danej sprawie, w związku z czym opinie odmienne od "oficjalnych" słyszane są rzadko, a jeśli już się pojawią, skutecznie się je wycisza.

PS. Badania z 2012 roku, przeprowadzone przez uniwersytet w Konstantynopolu, wykazały, że 90% Turków odczuwa dumę z przynależności do tego narodu, a 85% określa się mianem wierzących (w 1990 roku było to 75%).

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rośnie liczba uchodźców napływających do Grecji

Znaczący i "niepokojący" wzrost liczby uchodźców napływających do Grecji z Turcji, zarówno drogą lądową, jak i morską, odnotowują greckie służby imigracyjne. Większość uchodźców pochodzi z Syrii, a ich liczba rośnie systematycznie z miesiąca na miesiąc. Jak podaje prasa, grecka straż morska codziennie w różnych częściach Morza Egejskiego namierza statki z uciekinierami z Bliskiego Wschodu.

W pierwszym półroczu 2014 roku liczba przyjętych uchodźców wzrosła o 131,55% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. W lipcu br. Ateny odnotowały kolejnych 4175 osób przybyłych nielegalnie drogą morską (rok wcześniej 1538) i 134 osoby drogą lądową (rok wcześniej 63). Łącznie w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 2014 roku greckie służby zarejestrowały 15104 uchodźców, którzy nielegalnie przedostali się do tego kraju; w analogicznym okresie 2013 roku było to niecałe 6200 osób.

uchodźcy w Grecji
Mapka pokazująca liczbę nielegalnych imigrantów zarejestrowanych przez służby greckie w okresie I-VII 2014 r. na obszarze Morza Egejskiego i lądowej granicy z Turcją (fot. "K")

Zwraca się uwagę, że wraz z utrzymującą się napiętą sytuacją na Bliskim Wschodzie Grecja ponosi coraz wyższe koszty ochrony własnych granic, w szczególności granicy morskiej, będącej zarazem granicą całej UE. Policja i inne służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo publiczne wzmacniają kadry przeznaczane do pracy na posterunkach na granicy z Turcją i w całym regionie przygranicznym, a także kadry straży morskiej, patrolującej Morze Egejskie. Przykładowo, 2500 spośród 7310 funkcjonariuszy straży morskiej zajmuje się wyłącznie kwestią nielegalnej imigracji. Służby otrzymują również coraz więcej nowoczesnego, a zarazem kosztownego sprzętu, np. kamery termiczne, radary, pojazdy wyposażone w urządzenia obserwacyjne itp. Sama tylko straż morska dysponuje 44 patrolowymi jednostkami pływającymi, wspieranymi 4 jednostkami Frontexu.

W 2013 roku łączne wydatki przeznaczone na zabezpieczenie greckich granic, będących zarazem zewnętrznymi granicami UE, wyniosły 63 miliony euro. Pomoc finansowa unijnej agencji Frontex (Europejska Agencja Zarządzania Współpracą Operacyjną na Granicach Zewnętrznych Państw Członkowskich Unii Europejskiej) wyniosła ok. 2,6 milionów euro.

wtorek, 25 marca 2014

Święto narodowe i Zwiastowanie

25 marca to święto narodowe w Grecji, obchodzone na pamiątkę wybuchu powstania w 1821 roku, które ostatecznie doprowadziło do odrodzenia niepodległego państwa. Data jest w pewnym sensie symboliczna, lokalne bunty przeciwko Turkom wzniecane były bowiem już od początku marca. Jak natomiast głosi tradycja, 25 marca metropolita Patras Germanos miał wezwać rodaków do podjęcia skoordynowanej wyzwoleńczej walki. Obecnie jest to dzień uroczystych defilad, życzeń, przemówień ku pokrzepieniu strapionych kryzysem serc, dzień "narodowej dumy", jak pisze prasa.

defilada w Atenach
Dzieci w galowych strojach podczas uroczystej defilady (fot. "K")

Rocznica wybuchu powstania to też dobra okazja, żeby wbić delikatną szpileczkę Turkom. Na poniższym rysunku widzimy postać stylizowaną na metropolitę Germanosa, który mówi do żołnierzy: - "Przekażcie Turkom, że Grecy zdecydowali: wolność albo śmierć!". Na to jeden z powstańców odpowiada: - "Nie da rady. Wyłączyli Twittera".

powstanie twitter
"Κ", 25 ΙΙΙ 2014 r.

Dzień 25 marca to także jedno z ważniejszych świąt w Kościołach wschodnich - Zwiastowanie Bożej Rodzicielce (Ο ευαγγελισμός της Θεοτόκου /wym. ewangielismos tis teotoku/). Jak usłyszałem dziś w radiu, w świecie zachodnim pojawiło się ono szerzej za czasów Grzegorza Wielkiego.

Zwiastowanie NMP
Ikona przedstawiająca scenę Zwiastowania; z lewej archanioł Gabriel (fot. icon-art.gr)
Και είπεν ο άγγελος αυτή Μή φοβού, Μαριάμ εύρες γάρ χάριν παρά τώ Θεώ και ιδού συλλήψη εν γαστρί και τέξη υιόν, και καλέσεις το όνομα αυτού Ιησούν / Anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus.
Od święta Zwiastowania przyjęła też nazwę jedna ze stacji ateńskiego metra na linii granatowej - w samym centrum miasta. Podobnie jak na wielu innych stacjach, także i tu podczas budowy odkryto liczne starożytne skarby, m.in. cmentarz, fragmenty drogi oraz wodociągów.  A stację dalej mamy już plac Syntagma:

papulias defilada
Prezydent Grecji Karolos Papulias podczas defilady na placu Syntagma, 25 III 2014 r. (fot. "K")

Oczywiście, nie wszyscy są w nastroju do świętowania. W związku ze zbliżającym się parlamentarnym głosowaniem dotyczącym kolejnego pakietu ustaw uzgodnionych, czy jak mówią niektórzy, narzuconych przez tzw. troikę, wyczuwalny jest wzrost napięcia politycznego. Jak stwierdził rzecznik rządu Simos Kedikoglu, nadchodzące głosowanie (prawdopodobnie na początku przyszłego tygodnia) będzie testem "odpowiedzialności za przyszłość ojczyzny".

sobota, 22 marca 2014

Erdogan strzela z procy do Twittera

Decyzja premiera Turcji Recepa Tayyipa Erdogana o zablokowaniu dostępu do serwisu Twitter, co by "wszyscy przekonali się o sile Tureckiej Republiki", odbiła się szerokim echem w sobotniej prasie greckiej. Miejscowi komentatorzy co do zasady od dawna pozbawieni byli złudzeń odnośnie do nie do końca zgodnych z duchem demokracji zapędów tureckiego przywódcy, a obecna sytuacja jedynie potwierdza w ich opinii ogólny klimat "wiatru wiejącego z Anatolii".

Sobotnie wydania kilku ateńskich i macedońskich dzienników opatrzyły swoje pierwsze strony logiem serwisu Twitter w barwach tureckiej fragi, co można uznać za swoisty gest solidarności z tureckimi internautami.

Ta Nea 22 marca
"Ta Nea", 22 marca 2014 r.

Ateński dziennik "Ta Nea" pisze, że "tysiące Turków natychmiast znalazło sposoby na obejście blokady Twittera, nałożonej przez Erdogana".

eleftheros typos
"Eleftheros Tipos", 22 marca 2014 r.

"Eleftheros Tipos" przedstawia karykaturę Erdogana jako "dzieciaka z procą" i zaznacza, że przeciwko decyzji premiera protestuje nie tylko "cały świat", ale też prezydent Turcji Abdullah Gül.


tipos thesalonikis
"Tipos Thesalonikis", 22 marca 2014 r.

Z kolei, ukazujący się w Salonikach macedoński "Tipos Thesalonikis" stwierdza krótko: "internauci wyćwierkali fiasko akcji Erdogana".

Zob. też Hagia Sofia w centrum politycznej zawieruchy.

niedziela, 16 marca 2014

Hagia Sofia w centrum politycznej zawieruchy

Fundamentalne dla przyszłości kraju wydarzenia polityczne oraz niepokoje i napięcie społeczne w Turcji "wciągnęły najwspanialszy zabytek kultury bizantyjskiej" w wir dynamicznej codzienności i uplasowały go w "epicentrum" toczących się rozgrywek - pisze grecki publicysta Nikos Stelgias.

Hagia Sofia
Wnętrze Hagia Sofia w Konstantynopolu (fot. "K")

Już pod koniec ubiegłej dekady "różne środowiska nacjonalistyczne w Turcji" zgłaszały żądania ponownego przekształcenia gmachu Hagia Sofia w Konstantynopolu w meczet. Głównym wyrazicielem tego rodzaju poglądów była Partia Jedności Narodowej (KEE), której linia polityczna zakłada "łączenie tureckiego nacjonalizmu i politycznego islamu". Według przedstawicieli ugrupowania, decyzja rządu Turcji z lat 30. XX wieku, podpisana przez Mustafę Kemala Ataturka, na mocy której gmach Hagia Sofia został zdesakralizowany i przekształcony w muzeum, była podjęta "skrycie". Współczesna Turcja winna respektować wolę Mehmeda II Zdobywcy i rozpocząć procedurę przywracania ustanowionej przezeń funkcji gmachu.

Jak pisze Stelgias, do wyborów parlamentarnych w 2011 roku powyższe stanowisko nie zyskiwało szczególnego posłuchu w tureckim elektoracie, a i znaczenie samej partii KEE na miejscowej scenie politycznej było marginalne. Niemniej, ugrupowanie utrzymuje "ścisłe związki" z kręgami partii rządzącej oraz "potężnym" środowiskiem Fethullaha Gulena.

28 czerwca 2013 roku rząd Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) wznowił działanie meczetu w budynku Hagia Sofia w Trapezuncie (Trabzonie), który od 52 lat również funkcjonował jako muzeum. Decyzja miała zostać podjęta m.in. celem wpłynięcia na wzrost poparcia dla AKP w całym tureckim regionie Morza Czarnego przed zbliżającymi się wyborami lokalnymi (30 marca 2014 r.).

Ponowna sakralizacja gmachu Hagia Sofia w Trapezuncie miała również - według autora - stopniowo skupiać uwagę tureckiego społeczeństwa na ewentualnej debacie o przyszłości Hagia Sofia w Konstantynopolu (Stambule). Wśród "dobrze poinformowanych kół dziennikarskich w Turcji krążyła wieść", że w perspektywie niezwykle ważnych, kluczowych sierpniowych wyborów prezydenckich rządząca partia może zdecydować się "rzucić na stół asa skrywanego w rękawie", czyli temat statusu Hagia Sofia.

Zob. też stanowisko patriarchy Konstantynopola w tej sprawie oraz kwestia "transakcji wiązanej": meczet w Hagia Sofia w zamian za szkołę teologiczną na Chalki.

sobota, 8 marca 2014

Patriarcha Bartłomiej o dyskusjach o Agia Sofia

Patriarcha Konstantynopola Bartłomiej wyraził sprzeciw wobec tureckich planów przekształcenia gmachu Agia Sofia (Αγία Σοφία), który obecnie funkcjonuje jako muzeum, w muzułmańską świątynię. - "Jeśli Agia Sofia znów miałaby pełnić funkcje związane z kultem religijnym, winna stać się kościołem chrześcijańskim, gdyż w takim celu została niegdyś wzniesiona" - powiedział Bartłomiej.

patriarcha Konstantynopola
Bartłomiej I (fot. "Kathimerini")

Agia Sofia (lub Hagia Sofia) funkcjonowała jako chrześcijańska świątynia Mądrości Bożej od VI wieku, a następnie jako meczet od upadku Konstantynopola w XV wieku do 1935 roku, gdy decyzją rządu republikańskiej Turcji przekształcona została w muzeum. Jak donoszą źródła greckie, w ostatnich miesiącach w Turcji wzmogła się fala dyskusji o ponownej zmianie funkcji budynku, co miałoby być dobrze odebrane "zarówno przez miejscowych nacjonalistów, jak i konserwatywnych muzułmanów, stanowiących podstawę elektoratu premiera Ergodana".

Otoczenie premiera, którego pozycja została w ostatnich miesiącach mocno nadwątlona rozlicznymi skandalami korupcyjnymi, miałoby dążyć do przyspieszenia całej procedury związanej z nadaniem budynkowi Agia Sofia funkcji meczetu, tak aby stosowne decyzje zostały podjęte przez sierpniowymi, bezpośrednimi wyborami prezydenckimi w Turcji. Aby "złagodzić" spodziewane protesty z Zachodu, Ergodan miałby jednocześnie zezwolić na ponowne uruchomienie prawosławnej szkoły teologicznej na wyspie Chalki, którą Turcy zamknęli w 1971 roku. Niemniej, tego rodzaju dyskusje i "transakcje wiązane" są nie do przyjęcia dla ekumenicznego patriarchy Konstantynopola.

sobota, 1 marca 2014

Podzielona Ukraina, podzielony Cypr?

Wraz ze wzmożeniem niepokojów na Krymie grecka prasa omawia m.in. kwestię ewentualnego rozpadu Ukrainy i "mało aktywnej" polityki światowych mocarstw (w tym UE) w tej sprawie. Na pierwszej stronie pisma "To Paron" pojawia się quasi-satyryczny rysunek, przedstawiający żołnierza będącego uosobieniem wielkich mocarstw i organizacji międzynarodowych na tle mapki podzielonego Cypru, podpisanej... "północna Ukraina, południowa Ukraina". Żołnierz ów mówi: "No i gdzie niby teraz dostrzegacie jeszcze problem podzielonego Cypru?".

pismo "To Paron"
Fragment pierwszej strony "To Paron", data wydania: 2 III 2014 r.

Sugestia, jakoby ewentualna zmiana międzynarodowego statusu Krymu (lub innych części Ukrainy) miała zniwelować szanse na rozwiązanie kwestii cypryjskiej (w kierunku zjednoczenia wyspy) jest aż nadto wyraźna.

Zob. też Cypr Północny na meczu Ligi Mistrzów.

Pozostając jeszcze przy rysunkowych komentarzach, odnoszących się do gry mocarstw w sprawie Ukrainy, warto zajrzeć do opiniotwórczego dziennika "Kathimerini". Rysownik tego pisma również koncentruje się na niebezpieczeństwie podziału państwa, będącego wynikiem owej rozgrywki...

ukr putin merkel
"Kathimerini", 22 II 2014 r.

podział?
"Kathimerini", 25 II 2014 r.

Niemniej, dopiero "wydarzenia krymskie" zaczęły u greckich publicystów w większym stopniu budzić pewne skojarzenia i odniesienia do kwestii cypryjskiej.

czwartek, 27 lutego 2014

Cypr Północny na meczu Ligi Mistrzów

Kwestia cypryjska "rozgrywana" bywa nie tylko na dyplomatycznych naradach, czy ulicznych manifestacjach, lecz także na piłkarskich stadionach - wiadomo, mecze piłki nożnej, oglądane przez miliony widzów na całym świecie, dają świetną okazję do pokazania się takim czy innym grupom kibiców.

Na wczorajszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, rozgrywanym w Stambule pomiędzy miejscowym Galatasaray a londyńską Chelsea, ujawnili się sympatycy tureckiego klubu z "Tureckiej Republiki Cypru Północnego", czyli samozwańczego państwa, zlokalizowanego na części terytorium Republiki Cypryjskiej. Jak widać na przykładowym zdjęciu z tego spotkania, Turcy cypryjscy usadowili się w znakomitym, z punktu widzenia telewizyjnej ekspozycji, miejscu na stadionie, dzięki czemu mogliśmy podziwiać ich flagi w sumie kilkadziesiąt razy w ciągu całego spotkania.

mecz liga mistrzów
Galatasaray - Chelsea, 26 II 2014 r.: flagi "TRCP" (fot. Sky)

No a później niektórzy mają pretensje do Greków cypryjskich, że są paranoikami i wszędzie "widzą" tureckie prowokacje... Oczywiście, większość "międzynarodowych" widzów tego spotkania zapewne nawet nie wie, jak wygląda flaga TRCP i nie zwróciła uwagi na barwy rozmieszczone na stadionie. Niemniej, ci, których miało to podrażnić, zostali podrażnieni.

środa, 22 stycznia 2014

Erdogan w Brukseli o "kwestii cypryjskiej"

Na potrzebę pilnego rozwiązania "kwestii cypryjskiej" wskazali Herman van Rompuy i Jose Manuel Barroso podczas wczorajszego spotkania z premierem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem, które odbyło się w Brukseli. Herman van Rompuy podkreślił, że szybkie załatwienie tej sprawy jest zgodne z interesem wszystkich stron, i zachęcił do wznowienia negocjacji "tak szybko, jak to tylko możliwe". Jose Barroso dodał, że "postęp w kwestii cypryjskiej w oczywisty sposób wpłynie na relacje Unii Europejskiej z Turcją. Również partie polityczne na Cyprze mają pełną świadomość odnośnie do tego zagadnienia".

Erdogan i Barroso
Premier Turcji Erdogan i szef KE Barroso (fot. "Kathimerini")

Premier Erdogan oświadczył, że "z naszej strony jesteśmy zdecydowani, aby pchnąć sprawy we właściwym kierunku i robimy wszystko, co możliwe, aby osiągnąć postęp. Z tą myślą chcemy rozmawiać z prezydentem Nikosem Anastasiadisem".

W tym samym czasie, gdy Erdogan rozmawiał z liderami UE w Brukseli, amerykański dziennik "The Wall Street Journal" opublikował wywiad z muzułmańskim myślicielem Fethullahem Gulenem, w którym oskarżył on tureckiego premiera o "cofnięcie się w kwestii reform demokratycznych". Ostrzegł także przed potencjalnym zaostrzeniem się relacji między Erdoganem a siłami zbrojnymi Turcji.

Kathimerini

Zob. też Czy Turcja wyeksportuje wewnętrzny kryzys do Grecji?

wtorek, 21 stycznia 2014

Tureckie flagi na greckich szkołach w Kawali

"Ta informacja była tak niewiarygodna, że właściwie wydawało się, że po prostu nie może być prawdziwa. A jednak!" - zaczyna swoją relację lokalny portal z miejscowości Kawala (wschodnia Macedonia). Okazało się, że w czwartkowy wieczór w gimnazjum nr 5 w tej miejscowości ktoś "zdjął grecką flagę i zatknął turecką".

Redakcja portalu nie mogła uwierzyć w wiarygodność spływających do niej doniesień oraz wpisów świadków na portalu Facebook i początkowo nie publikowała żadnych danych na ten temat. Dopiero gdy w dniu wczorajszym (poniedziałek) szef lokalnej policji potwierdził w radiowym wywiadzie, że wszczęto dochodzenie w sprawie tej niezbyt chyba przemyślanej prowokacji, media w północnej Grecji rozpowszechniły ten news. Co więcej, okazało się, że turecka flaga zawisła nie tylko w gimnazjum nr 5, ale także - kilka dni później - w podstawówce nr 7. Poinformowano również, że dzieci nie zdążyły natknąć się na tureckie flagi przed swoimi szkołami, gdyż zdołano je odpowiednio wcześnie uprzątnąć. Sprawcy obu czynów nie zostali dotąd ustaleni. Redakcja portalu apeluje o zachowanie spokoju, aby nie doszło do wzrostu napięcia, co "było wyłącznym celem prowokatorów".

Turecka "eskapada" na greckich wodach terytorialnych

Turecka fregata Giresun przez trzy godziny znajdowała się wczoraj na greckich wodach terytorialnych. Jak donoszą media, turecki okręt wojenny, stacjonujący na co dzień w Halikarnasie, wpłynął na greckie wody o 15:35 czasu lokalnego w pobliżu wyspy Kea, a następnie poruszając się w kierunku północno-wschodnim, przepłynął między wyspami Eubea i Andros, opuszczając greckie wody o godzinie 18:50. Wskazać można, że Turcja nie jest stroną "Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza" i - jak mówią Grecy - nie przestrzega zasad przewidzianych przez ten dokument na okoliczność wpłynięcia na obce wody (Innocent passage in the territorial sea), w szczególności zasady "ciągłego i szybkiego" poruszania się (continuous and expeditious).

strefa incydentu
Strefa incydentu morskiego z 20 stycznia (google maps)

"Turecki okręt znajdował się pod ścisłą eskortą jednostek greckiej marynarki wojennej" - uspokajająco podsumowują swoją relację środki masowego przekazu.

Zob. też Grecko-tureckie "spotkanie" na Morzu Trackim.

niedziela, 12 stycznia 2014

Grecko-tureckie "spotkanie" na Morzu Trackim

Wczoraj około południa doszło do kilkuminutowego napięcia pomiędzy jednostkami greckiej i tureckiej straży przybrzeżnej. Miało ono miejsce w pobliżu niewielkiej skały Zurafa (Ζουράφα, inna nazwa: Λαδόξερα) na Morzu Trackim, około 6 mil morskich na wschód od wyspy Samotraka (Σαμοθράκη; na poniższej mapie oznaczonej literą "A").

Zurafa w pobliżu Samotraki
Przybliżony rejon zajścia (Google Maps)

W rejonie Zurafy znajdowały się greckie i tureckie kutry cywilne, a także towarzyszące im wojskowe patrolowce obu krajów i grecki helikopter straży przybrzeżnej z Aleksandrupolis. Strona grecka wezwała Turków do opuszczenia greckich wód terytorialnych; ci pozostali na pozycjach. W pewnym momencie dwie interweniujące jednostki wojskowe - grecka i turecka - znalazły się na tyle blisko siebie, że "niemal doszło między nimi do kontaktu" lub jak podają inne źródła "doszło do niewielkiego zderzenia obu patrolowców". Mimo dużego napięcia w końcu statki odpłynęły od siebie na bezpieczną odległość, a po pewnym czasie w rejon Zurafy powrócił spokój, gdyż wszystkie jednostki opuściły okolicę.

punkt Zurafa
Niewielkie kutry w pobliżu Zurafy (fot. panoramio.com)

Grecy wezwali Turków do odpłynięcia z okolic Zurafy, gdyż uznają ten rejon za swoje wody terytorialne. Tymczasem Turcja, jak twierdzą, korzystając m.in. z publikacji swych badaczy, którzy w 1997 roku umieścili Zurafę na liście "spornych wysp i skał morskich", tworząc "podstawy do kwestionowania ich przynależności", uznaje te obszary za "szare strefy" (γκρίζες ζώνες). Jak relacjonują greccy rybacy z Aleksandrupolis i Samotraki, ich tureccy "koledzy" nierzadko wpływają na greckie łowiska, eskortowani przez tureckie patrolowce. Lokalne greckie media informują, iż "w ostatnich dniach napięcie w tym regionie wzrosło".

grecki patrolowiec
Patrolowiec straży przybrzeżnej - tego typu jednostki towarzyszą kutrom w chwilach napięcia (fot. "Naftemboriki")
Źródła: "Naftemboriki", faros24, enkripto

Zob. też Czy Turcja wyeksportuje wewnętrzny kryzys do Grecji?

sobota, 11 stycznia 2014

To lud Konstantynopola może obalić Erdogana

Greckie media obficie cytują dziś analizę amerykańskiego dziennika "The New York Times", według której proces odsunięcia od władzy premiera Turcji Recepa Tayyipa Erdogana może rozpocząć się w Konstantynopolu (Istambule). "Choć formalnie stolicą kraju jest Ankara, to tak naprawdę serce politycznego życia Turcji bije w Konstantynopolu. Erdogan walczy o polityczne przetrwanie przed marcowymi wyborami samorządowymi" - komentuje "NYT".

Zob. też Czy Turcja wyeksportuje wewnętrzny kryzys do Grecji?

Konstantynopol stanowi klucz do władzy w Turcji. -"W mieście tym można by zmieścić całą ludność kraju wielkości Austrii i wciąż byłoby miejsce dla mieszkańców paru innych państw" - mówi obrazowo szef waszyngtońskiego Turkish Research Program. Zwycięstwo w tym mieście otwiera drogę w wyścigu po władzę w całym kraju nie tylko dla osoby, która wygrywa wybory lokalne, lecz także dla ugrupowania, które ją wystawiło - ludność Konstantynopola stanowi bowiem niemal 20% populacji całej Turcji.  Na słuszność powyższej tezy wskazuje choćby przypadek kariery samego Erdogana i jego partii.

Konstantynopol (Istambuł)
Konstantynopol (Istambuł) (fot. "Kathimerini")

Według nowojorskiej gazety, nadzieje opozycji liczącej na upadek Erdogana związane są z osobą Mustafy Sarıgüla, który ma być kandydatem Republikańskiej Partii Ludowej (CHP) w wyborach burmistrza Konstantynopola i zmierzyć się w nich z reprezentantem Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), obecnym burmistrzem Kadirem Topbaşem. Póki co w sondażach "samorządowych" prowadzi Topbaş (w stosunku 52%:35%), jednak inne badania wskazują, że w skali całego kraju Sarıgül ustępuje popularnością jedynie Erdoganowi i prezydentowi Abdullahowi Gulowi.

"NYT" podaje, że większość analityków nie wróży na razie zwycięstwa Sarıgülowi, jednak zarazem zaznacza, iż wyborczy wyścig stopniowo się wyrównuje. Ewentualna utrata Konstantynopola oznaczałaby prawdziwą rewolucję na tureckiej scenie politycznej, przynajmniej jeśli chodzi o start Erdogana w sierpniowych wyborach prezydenckich i jego ambicje rządzenia Turcją aż do 2023 roku - stulecia istnienia nowoczesnej Turcji - podsumowuje "NYT".

Źródła: "NYT", "Kathimerini", in.gr

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Czy Turcja wyeksportuje wewnętrzny kryzys do Grecji?

Scenariusz na wypadek próby "wyeksportowania kryzysu na zewnątrz" dyskutowany jest w Grecji za każdym razem, gdy w Turcji pojawia się silne napięcie wewnętrzne. Mimo wyraźnej poprawy wzajemnych relacji w ostatnim okresie, wciąż istnieją nierozwiązane sprawy, które rzucają cień na całokształt grecko-tureckich stosunków. Nie chodzi tu tylko o blisko czterdziestoletnią turecką okupację 1/3 terytorium Cypru, ale też szereg incydentów, odnotowanych w ostatnich dekadach, które kierowały oba kraje na skraj militarnego starcia - analizuje "Kathimerini" w tekście pt. Możliwy eksport tureckiego kryzysu na obszar Morza Egejskiego niepokoi Ateny.
premier Turcji Recep Tayyip Erdogan
Premier Turcji Recep Tayyip Erdogan (fot. "Kathimerini")

Obecnie trudno dostrzec wyraźne sygnały z tureckiej sceny politycznej, które wskazywałaby na próbę wywołania napięcia w stosunkach z Grecją. Niemniej, ciągle pojawiają się aluzje przedstawicieli władz tureckich, które trudno uznać za przyjazne i przypadkowe. Z jednej strony wysoki urzędnik tureckiego MSZ wyraził przekonanie, że "grecka prezydencja w Radzie UE jest szansą dla Ankary, gdyż Grecja od dawna wspiera integrację Turcji z UE", z drugiej zaś strony obciążył Ateny i Nikozję winą za opóźnienia w rokowaniach dotyczących "kwestii cypryjskiej". Nie można też zapominać o publicznych naciskach samego premiera Erdogana w sprawie budowy meczetów na terenie Grecji.

Wobec powyższych danych wypada zakładać, że w razie znalezienia się w "sytuacji bez wyjścia" w wewnętrznym układzie władzy, Ankara może zdecydować się na próbę "eksportu kryzysu" do Grecji. W przypadku braku postępów w negocjacjach Turcji z UE, dotyczących kolejnych rozdziałów umowy akcesyjnej (co wcale nie jest wykluczone, skoro Turcja obstaje przy twierdzeniu, że Republika Cypryjska - kraj członkowski UE - nie istnieje), premier Erdogan mógłby np. oskarżyć grecką prezydencję o "zdradę europejskich aspiracji Turcji". Strona turecka może też rozegrać "kartę cypryjską" w inny sposób: zarzucić Grecji sabotowanie negocjacji właśnie w "kwestii cypryjskiej", zupełnie pomijając milczeniem szkodzące tymże negocjacjom działania Dervisa Eroglu [prezydenta tzw. Cypru Północnego - przyp. T.F.].

Kolejnym punktem zapalnym jest sprawa budowy meczetów w Grecji. "Brak postępu we wznoszeniu tego typu budowli w naszym kraju może posłużyć Erdoganowi do podsycenia konfliktu z Atenami pod pretekstem ochrony praw muzułmanów zamieszkujących Grecję".

Podsumowując, jeśli Erdogan znajdzie się pod długotrwałą silną wewnętrzną presją, może poszukać rozwiązania swoich problemów "na zewnątrz". Cytowany przez gazetę Ian Lesser, dyrektor w "German Marshall Fund", przewiduje, że "wewnętrzna niestabilność w Turcji będzie miała wpływ na stosunki grecko-tureckie oraz kwestię cypryjską" z uwagi na fakt, iż są to łatwe do uruchomienia tematy zastępcze. Zarazem, analityk stwierdził, że raczej nie należy się spodziewać wywołania przez Ankarę silnego napięcia w relacjach z Atenami, jednak nie ma też co liczyć na poprawę klimatu w rozmowach dotyczących obszarów wrażliwych. "W sytuacji wewnętrznych niepokojów żaden turecki polityk nie odważy się na tego rodzaju ruch np. w sprawie Cypru" - zauważa Lesser.

Zob. też Turecki kryzys i Erdogan oraz Turecka lira na dnie.

czwartek, 2 stycznia 2014

Turecka lira na dnie

2 stycznia 2014 r. turecka lira zanotowała rekordowo niski kurs wobec euro i dolara, a skandale korupcyjne w Turcji coraz bardziej zagrażają politycznej karierze premiera tego kraju Recepa Tayyipa Erdogana, który przez całą dekadę był niekwestionowanym hegemonem na tamtejszej scenie - pisze publicysta dziennika "To Wima" Aleksandros Kapsilis.

Autor zauważa, że w 2013 roku turecka waluta straciła 17% wobec dolara, i łączy tę sprawę m.in. z aferą korupcyjną, która doprowadziła do dymisji trzech ministrów rządu Erdogana. Kapsilis dodaje, że problemy polityczne przekładają się na realną gospodarkę Turcji - w 2013 roku jedynie Brazylia musiała oferować wyższe niż Turcja odsetki od swoich obligacji rządowych w grupie 20 państw rozwijających się.

Według greckiego publicysty turecki kryzys polityczny znalazł się na równi pochyłej, a tuż za nim "podąża" turecka gospodarka. Nowy rok Turcy "przywitali" wyższymi podatkami na samochody, telefony komórkowe, alkohol, czy tytoń. "Nikt obecnie nie może zagwarantować, że Erdogan nie sięgnie po radykalne metody zmierzenia się z niezadowoleniem społecznym, które narasta zwłaszcza w większych miastach, a związane jest ze skandalami na szczytach władzy".

Nie można wykluczyć, że jednym ze sposobów rozładowania napięcia wewnętrznego będzie sprowokowanie jakiegoś incydentu na obszarze Morza Egejskiego. "Historycznie rzecz analizując, Ankara ma zwyczaju, aby w ten właśnie sposób uciekać od swych wewnętrznych trudności, żeby przypomnieć choćby rok 1996".

Jedno jest pewne - w całej swej karierze na stanowisku premiera Erdogan nigdy dotąd nie był w tak trudnej sytuacji, jak obecnie - kończy grecki komentator.

Zob. opinia komentatora dziennika "Kathimerini" na ten sam temat.

niedziela, 29 grudnia 2013

Turecki kryzys i Erdogan

Ostatnie skandale korupcyjne na najwyższych szczeblach władzy w Turcji osłabiły pozycję premiera tego kraju Recepa Tayyipa Erdogana. Człowiek, przedstawiany jako pogromca sieci niejasnych powiązań finansowych, w które uwikłane były poprzednie tureckie gabinety, otrzymał potężny cios, po którym trudno będzie mu się otrząsnąć. Sytuacja Erdogana wygląda nie najlepiej zwłaszcza w kontekście planowanego startu w wyborach prezydenckich (sierpień 2014 r.), które po raz pierwszy będą miały miały charakter bezpośredni - pisze grecki publicysta Atanasios Ellis.

Wielu Turków - polityków, dyplomatów, przedsiębiorców, naukowców - i to niekoniecznie szczególnie mocno sympatyzujących z opozycją "z definicji" kontestującą działania Erdogana - nie kryje obaw w związku z rozwojem wypadków w ich kraju w ostatnim okresie oraz decyzjami podejmowanymi przez szefa rządu. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Turcja jest obecnie siedemnastą gospodarką na świecie oraz zajmuje strategiczne położenie na mapie świata, dojdziemy do wniosku, iż problemy Ankary wzbudzają żywe zainteresowanie również poza Turcją. W szczególności dotyczy to Grecji. "Nie dziwi wszak, że nie pozostajemy obojętni wobec tego, czy Turcja jest krajem stabilnym, czy też targają nią wewnętrzne napięcia". Mimo znaczących reform, które Ankara poczyniła w okresie ostatnich kilkunastu lat, wciąż wiele zagadnień nie doczekało się uregulowania. W warunkach politycznej destabilizacji na tureckiej scenie trudno wyobrazić sobie postępy w rokowaniach dotyczących kwestii cypryjskiej [w 2014 roku przypadnie 40. rocznica zajęcia północnego Cypru przez wojska tureckie w odpowiedzi na prowokacje czynione przez upadający reżim "czarnych pułkowników" w Grecji - przyp. T.F.], czy też porozumienia w sprawie dookreślenia granic wód terytorialnych, oraz innych zarówno dwustronnych, jak i wielostronnych kwestii we wzajemnych stosunkach.

Nie zapominajmy też o płaszczyźnie ekonomicznej - silna i stabilna gospodarka turecka to jakże pożądany importer greckich produktów, a spokojni o przyszłość Turcy to mile widziani pod Akropolem turyści.

Podsumowując, Turcja wchodzi właśnie w bardzo niebezpieczną fazę, która musi stać się obiektem stałej obserwacji ze strony Grecji. "W naszym interesie jest przygotowanie się na każdy możliwy scenariusz, gdyż historia uczy nas, że wewnętrzna destabilizacja niejednokrotnie prowadzi do eksportu kryzysu. A nasz kraj pozostaje w tym względzie głównym jego odbiorcą".

Źródło: Kathimerini

piątek, 13 grudnia 2013

Mapa historycznego Pontu

Dziś miałem okazję uczestniczyć w seminarium Instytutu Europeistyki UW "Gruzja w procesie integracji europejskiej", na którym dane mi było powiedzieć parę słów o XX-wiecznych losach greckiej diaspory w tym kaukaskim kraju.

Jako swoiste post scriptum powyższego tematu, do którego wrócę przy innej okazji, chciałbym zaprezentować stylizowaną mapę historycznego Pontu, od którego nazwę "przejęła" później grecka diaspora mieszkająca nad Morzem Czarnym.
Grecki Pont

A na mapie warto zwrócić uwagę na kilka interesujących elementów:

- Strzałka czarna wskazuje na symbol "Unii Pontyjczyków" (Ένωση Πόντιων), czyli niegdysiejszych greckich mieszkańców terenów leżących w północnej Turcji.

- Strzałka zielona wskazuje Prometeusza przykutego do skał Kaukazu...

- a strzałka czerwona - łódź Argo, na której Jazon wraz z towarzyszami płynął do Kolchidy (krainy leżącej na terytorium dzisiejszej Gruzji) po legendarne złote runo. To chyba dwa najbardziej znane mity łączące w pewien sposób Greków i Gruzinów.

- Na niebiesko zaznaczono miasto Trapezunta (Τραπεζούντα), największą metropolię historycznego Pontu, obecnie bardziej znaną pod turecką nazwą Trabzon. Niestety, miasta tego zapewne nie wspominają miło kibice warszawskiej Legii po tegorocznych rozgrywkach Ligi Europy.

I wreszcie na fioletowo oznaczono gruzińskie miasto Batumi, znane choćby z herbacianych pól rozsławionych w tej piosence.