Pełnomocnik greckiego rządu ds. mediów publicznych Pandelis Kapsis (Παντελής Καψής) odniósł się do sprawy rozpoczęcia pobierania opłaty abonamentowej na rzecz nowego nadawcy publicznego (NERIT). Krytycy zarzucają władzom odpowiedzialnym za organizację nowych mediów publicznych w Grecji, że zdecydowały o naliczaniu abonamentu od 1 stycznia br., mimo że nadawca NERIT nie emituje jeszcze żadnych programów: ani radiowych, ani telewizyjnych. Minister Kapsis oświadczył, że już teraz przygotowywane są audycje przeznaczone do emisji w najbliższych tygodniach i miesiącach, stąd też niezbędne jest wznowienie pobierania opłaty abonamentowej, zawieszonej w czerwcu 2013 roku w związku z likwidacją poprzedniego nadawcy publicznego (ERT).
Zdziwienie, a nawet złość "zwykłych" Greków wywołała ponadto informacja, że choć koszty funkcjonowania nowego nadawcy w 2014 roku oszacowano na 101 mln euro, to zarazem wpływy z abonamentu zaplanowane zostały aż na 191 mln euro. Rozległy się głosy, że powstała nadwyżka to nic innego, jak kolejny "ukryty" podatek nałożony przez władze na obywateli. Minister odpowiedział, że "nie jest tak, że z dnia na dzień wystartujemy z w pełni ukształtowaną instytucją" z budżetem dopiętym co do grosza. "Wszystko to będzie pewnym rozłożonym w czasie procesem. Najistotniejsze jest to, że koszty funkcjonowania NERIT będą o wiele niższe niż jej poprzedniczki ERT, a zarazem oferta programowana nie zubożeje" - podsumował Pandelis Kapsis.
Minister zapewnił, że poszczególne anteny NERIT będą uruchamiane stopniowo w ciągu najbliższych tygodni. "Wkrótce ruszy Program 3 z macedońskiego centrum nadawczego w Salonikach, będą nowe seriale, premierowe audycje, filmy. Nowy nadawca nie wystartuje z całą ofertą jednego dnia, lecz krok po kroku" - powiedział.
Źródło: To Wima
piątek, 3 stycznia 2014
czwartek, 2 stycznia 2014
Media publiczne w Grecji będą finansowane poprzez abonament
Nowe media publiczne w Grecji ("Nowa Grecka Radiofonia, Internet i Telewizja", w skrócie "NERIT") będą finansowane ze źródeł abonamentowych, zgodnie z ustawą 4173/2013. Jego wysokość ustalona została na 3 euro miesięcznie, wobec 4,24 euro/mies. płaconych przez Greków na zlikwidowaną w czerwcu 2013 roku poprzedniczkę NERIT, czyli ERT. Utrzymano dotychczasowy model poboru opłaty abonamentowej - będzie ona doliczana do rachunku za energię elektryczną i rozliczana przez państwową kompanię energetyczną DEI (ΔΕΗ).
Wpływy abonamentowe w 2014 roku (opłata będzie naliczana już od stycznia) zostały oszacowane na 191 mln euro, z czego 101 mln pochłoną koszty funkcjonowania nadawcy publicznego. Beneficjentem pozostałej kwoty będzie skarb państwa, co przyczyni się do zwiększenia pierwotnej nadwyżki budżetowej za rok 2014. Dla porównania, w 2012 roku ERT otrzymała około 300 mln euro abonamentu, z czego 245 mln przeznaczono na pokrycie kosztów własnych.
30 grudnia 2013 roku Przewodniczący Zarządu NERIT ogłosił konkurs na 11 stanowisk kierowniczych w poszczególnych pionach nowej instytucji:
Zob. też stanowisko greckiego ministra ds. mediów publicznych w sprawie rozpoczęcia pobierania opłaty abonamentowej oraz komentarze greckich publicystów odnoszące się do tego tematu.
![]() |
| Logo nowych mediów publicznych w Grecji (NERIT) |
30 grudnia 2013 roku Przewodniczący Zarządu NERIT ogłosił konkurs na 11 stanowisk kierowniczych w poszczególnych pionach nowej instytucji:
- Informacji,
- Telewizji,
- Radiofonii,
- Redakcji regionalnej (z siedzibą w Salonikach),
- Pionu technicznego,
- Kadr,
- Spraw finansowych,
- Marketingu,
- Badań, rozwoju i nowych technologii,
- Zespołów muzycznych,
- Archiwum.
Zob. też stanowisko greckiego ministra ds. mediów publicznych w sprawie rozpoczęcia pobierania opłaty abonamentowej oraz komentarze greckich publicystów odnoszące się do tego tematu.
Turecka lira na dnie
2 stycznia 2014 r. turecka lira zanotowała rekordowo niski kurs wobec euro i dolara, a skandale korupcyjne w Turcji coraz bardziej zagrażają politycznej karierze premiera tego kraju Recepa Tayyipa Erdogana, który przez całą dekadę był niekwestionowanym hegemonem na tamtejszej scenie - pisze publicysta dziennika "To Wima" Aleksandros Kapsilis.
Autor zauważa, że w 2013 roku turecka waluta straciła 17% wobec dolara, i łączy tę sprawę m.in. z aferą korupcyjną, która doprowadziła do dymisji trzech ministrów rządu Erdogana. Kapsilis dodaje, że problemy polityczne przekładają się na realną gospodarkę Turcji - w 2013 roku jedynie Brazylia musiała oferować wyższe niż Turcja odsetki od swoich obligacji rządowych w grupie 20 państw rozwijających się.
Według greckiego publicysty turecki kryzys polityczny znalazł się na równi pochyłej, a tuż za nim "podąża" turecka gospodarka. Nowy rok Turcy "przywitali" wyższymi podatkami na samochody, telefony komórkowe, alkohol, czy tytoń. "Nikt obecnie nie może zagwarantować, że Erdogan nie sięgnie po radykalne metody zmierzenia się z niezadowoleniem społecznym, które narasta zwłaszcza w większych miastach, a związane jest ze skandalami na szczytach władzy".
Nie można wykluczyć, że jednym ze sposobów rozładowania napięcia wewnętrznego będzie sprowokowanie jakiegoś incydentu na obszarze Morza Egejskiego. "Historycznie rzecz analizując, Ankara ma zwyczaju, aby w ten właśnie sposób uciekać od swych wewnętrznych trudności, żeby przypomnieć choćby rok 1996".
Jedno jest pewne - w całej swej karierze na stanowisku premiera Erdogan nigdy dotąd nie był w tak trudnej sytuacji, jak obecnie - kończy grecki komentator.
Zob. opinia komentatora dziennika "Kathimerini" na ten sam temat.
Autor zauważa, że w 2013 roku turecka waluta straciła 17% wobec dolara, i łączy tę sprawę m.in. z aferą korupcyjną, która doprowadziła do dymisji trzech ministrów rządu Erdogana. Kapsilis dodaje, że problemy polityczne przekładają się na realną gospodarkę Turcji - w 2013 roku jedynie Brazylia musiała oferować wyższe niż Turcja odsetki od swoich obligacji rządowych w grupie 20 państw rozwijających się.
Według greckiego publicysty turecki kryzys polityczny znalazł się na równi pochyłej, a tuż za nim "podąża" turecka gospodarka. Nowy rok Turcy "przywitali" wyższymi podatkami na samochody, telefony komórkowe, alkohol, czy tytoń. "Nikt obecnie nie może zagwarantować, że Erdogan nie sięgnie po radykalne metody zmierzenia się z niezadowoleniem społecznym, które narasta zwłaszcza w większych miastach, a związane jest ze skandalami na szczytach władzy".
Nie można wykluczyć, że jednym ze sposobów rozładowania napięcia wewnętrznego będzie sprowokowanie jakiegoś incydentu na obszarze Morza Egejskiego. "Historycznie rzecz analizując, Ankara ma zwyczaju, aby w ten właśnie sposób uciekać od swych wewnętrznych trudności, żeby przypomnieć choćby rok 1996".
Jedno jest pewne - w całej swej karierze na stanowisku premiera Erdogan nigdy dotąd nie był w tak trudnej sytuacji, jak obecnie - kończy grecki komentator.
Zob. opinia komentatora dziennika "Kathimerini" na ten sam temat.
środa, 1 stycznia 2014
Książka o "kwestii macedońskiej" nagrodzona przez Akademię Ateńską
Tuż przed świętami Bożego Narodzenia (20 XII) Akademia Ateńska (Aκαδημία Aθηνών) przyznała doroczne nagrody autorom dzieł, które w mijającym roku wniosły "istotny wkład w rozwój nauki, sztuki i humanizmu". W kategorii "praca archeologiczna lub historyczna dotycząca obszaru Macedonii" uhonorowana została książka Jorgosa Kalpadakisa pt. Kwestia macedońska 1962-1995. Od ciszy do dyplomacji społecznej (Το μακεδονικό ζήτημα (1962-1995). Από τη σιωπή στη λαϊκή διπλωματία), wydana w 2012 roku.
Można stwierdzić, że jest to kolejny dowód na swoistą "żywotność" nierozwiązanego od lat problemu nazwy Byłej Jugosłowiańskiej Republiki Macedonii (FYROM), który nieustannie przewija się w rozmowach greckich dyplomatów z przedstawicielami innych państw i z którego wciąż nie ma - z różnych względów - zadowalającego wszystkie strony wyjścia. Książka ta znakomicie pokazuje, jak w wyniku zbiegu różnych decyzji i okoliczności z początku lat 90. XX wieku doszło do tego, że w międzynarodowej przestrzeni publicznej do dziś funkcjonują takie dziwne "twory" jak np. "FYROM", "Macedonia-Skopje" itp.
Z mojego punktu widzenia powyższa informacja jest o tyle interesująca, że praca Kalpadakisa stanowiła jedno z najważniejszych źródeł wykorzystanych przeze mnie podczas przygotowywania referatu pt. "Kwestia macedońska" w polityce wewnętrznej i zagranicznej Grecji w latach 1991-1995, który miałem przyjemność przedstawić na konferencji "Bałkany w XXI wieku: Tożsamość. Państwo narodowe. Integracja europejska", organizowanej przez Instytut Europeistyki UW 10 kwietnia 2013 r. Intuicja odnośnie do przydatności i jakości tej pozycji okazała się słuszna :)
![]() |
| Gmach Akademii Ateńskiej (fot. A.A.) |
![]() |
| Okładka nagrodzonej książki Jorgosa Kalpadakisa (fot. Kastaniotis) |
Grecja i Albania: niełatwe sąsiedztwo dobrych znajomych
Stosunki grecko-tureckie są przedmiotem częstej analizy w greckich środkach masowego przekazu czy też w ośrodkach badawczych. O wiele rzadziej pisze się natomiast o relacjach z północno-zachodnim sąsiadem Grecji, czyli z Albanią. Tym ciekawsze wydają się badania przeprowadzone jednocześnie w Grecji i Albanii w listopadzie 2013 roku, finansowane przez niemiecką fundację polityczną Friedricha Eberta (Friedrich-Ebert-Stiftung), instytucję związaną z Socjaldemokratyczną Partią Niemiec (SPD).
Okazuje się, że zdaniem ankietowanych Albańczyków to właśnie Grecja jest krajem najbardziej zagrażającym ich ojczyźnie. Taką opinię wyraża 18,5% respondentów, w wyniku czego Grecja zajęła pozycję "zagrożenia nr 1", wyprzedzając dotychczasowego "lidera" - Serbię. Tymczasem, wśród Greków odsetek tych, którzy czują jakiekolwiek zagrożenie ze strony Albanii, mieści się w granicach błędu statystycznego.
Podobną rozbieżność obserwujemy przy pytaniu o to, z którym krajem należałoby zdynamizować wzajemne stosunki. Zdaniem Greków, ich kraj powinien rozwinąć relacje z (wg kolejności wskazań) Serbią, Turcją, Bułgarią, Albanią, Macedonią (Skopje). Albańczycy zaś to właśnie Grecję stawiają na pierwszym miejscu podobnej listy.
Wśród najważniejszych spraw do załatwienia w stosunkach z Albanią Grecy zgłaszają: problem imigrantów (41%) oraz albański nacjonalizm (10%). Albańczycy natomiast za najistotniejszą uważają kwestię uregulowania granic wód terytorialnych (46%) oraz los albańskich uchodźców w Grecji i sprawę mniejszości greckiej w Albanii.
Greccy komentatorzy przypominają, że kilka lat temu oba kraje podpisały porozumienie odnoszące się do granic morskich (ze strony Grecji sygnowała je ówczesna minister spraw zagranicznych Dora Bakojani), jednak zostało ono zablokowane przez Najwyższy Sąd Konstytucyjny Albanii "w wyniku nacisków opozycji oraz środków masowego przekazu, które wołały, że dokument ten to zdrada i wyprzedaż zgodna z interesem Grecji".
Połowa Albańczyków uważa, że Grecja ingeruje w wewnętrzne sprawy ich kraju, wykorzystując do tego żyjących w Albanii Greków, niewiele mniej zaś (46%) sądzi, że w podobny, progrecki sposób działa prawosławny patriarcha Albanii Anastasios (Anastazy).
56% badanych Albańczyków jest przekonanych, że w ciągu 20 ostatnich lat Grecja w ten czy inny sposób pomogła ich ojczyźnie. Zdecydowana większość Greków (88%) jest zdania, że Ateny pomagały Tiranie.
Kierownik greckiej części przywoływanego badania mówi, że mimo bliskich więzi ekonomicznych i społecznych między oboma krajami, wciąż bardzo widoczne jest negatywne nastawienie i posługiwanie się stereotypami we wzajemnych ocenach. "W ostatnich latach uczyniliśmy istotne postępy na płaszczyźnie polityczno-dyplomatycznej, lecz wciąż pozostaje wiele do zrobienia w relacjach międzyludzkich. Symptomatyczne jest to, że nawet w tych obszarach, gdzie pozytywna rola Grecji jest niezaprzeczalna (np. wsparcie dla prozachodniej polityki Albanii, greckie inwestycje w albańską gospodarkę), pozostaje ona niemal zupełnie nieznana, niedostrzegalna przez Albańczyków".
Ciekawy przykład: aż 46% mieszkańców Albanii nie uważa, że obecnie Grecja wspiera ich kraj na drodze do integracji z Unią Europejską, mimo że jest to wielokrotnie deklarowany priorytet polityki zagranicznej Aten (inna rzecz, czy za tymi deklaracjami idą realne czyny). Greccy badacze dodają, że uzyskane wyniki potwierdzają konieczność wzmożenia aktywności Grecji w obszarze dyplomacji publicznej (public diplomacy) na terenie Albanii i wśród mieszkańców tego kraju.
39% ankietowanych Albańczyków wyraża przekonanie, że na wzajemnych stosunkach gospodarczych skorzystała wyłącznie lub przede wszystkim Grecja. Z kolei, 66% pytanych Greków sądzi, że na stosunkach tych skorzystała wyłącznie lub przede wszystkim Albania. Wydaje się, że liczby te wynikają m.in. z wyraźniej różnicy w dochodzie narodowym obu państw - bogatszy ma wrażenie, że więcej "dokłada" do interesów z biedniejszym.
Podsumowując, można stwierdzić, iż z pewnością istnieje spory potencjał do przełamywania niezgodnych z rzeczywistością stereotypów, na które zwracają uwagę autorzy badania. Okazuje się bowiem, 26% pytanych Albańczyków żyło "w nieodległej przeszłości" w Grecji przez co najmniej dwa lata, a aż 95% Greków miało okazję osobiście poznać Albańczyka.
Źródło: "To Wima", 24 XII 2013 r.
![]() |
| Blisko, a jednak wciąż daleko... (fot. "To Wima") |
Okazuje się, że zdaniem ankietowanych Albańczyków to właśnie Grecja jest krajem najbardziej zagrażającym ich ojczyźnie. Taką opinię wyraża 18,5% respondentów, w wyniku czego Grecja zajęła pozycję "zagrożenia nr 1", wyprzedzając dotychczasowego "lidera" - Serbię. Tymczasem, wśród Greków odsetek tych, którzy czują jakiekolwiek zagrożenie ze strony Albanii, mieści się w granicach błędu statystycznego.
Podobną rozbieżność obserwujemy przy pytaniu o to, z którym krajem należałoby zdynamizować wzajemne stosunki. Zdaniem Greków, ich kraj powinien rozwinąć relacje z (wg kolejności wskazań) Serbią, Turcją, Bułgarią, Albanią, Macedonią (Skopje). Albańczycy zaś to właśnie Grecję stawiają na pierwszym miejscu podobnej listy.
Wśród najważniejszych spraw do załatwienia w stosunkach z Albanią Grecy zgłaszają: problem imigrantów (41%) oraz albański nacjonalizm (10%). Albańczycy natomiast za najistotniejszą uważają kwestię uregulowania granic wód terytorialnych (46%) oraz los albańskich uchodźców w Grecji i sprawę mniejszości greckiej w Albanii.
Greccy komentatorzy przypominają, że kilka lat temu oba kraje podpisały porozumienie odnoszące się do granic morskich (ze strony Grecji sygnowała je ówczesna minister spraw zagranicznych Dora Bakojani), jednak zostało ono zablokowane przez Najwyższy Sąd Konstytucyjny Albanii "w wyniku nacisków opozycji oraz środków masowego przekazu, które wołały, że dokument ten to zdrada i wyprzedaż zgodna z interesem Grecji".
Połowa Albańczyków uważa, że Grecja ingeruje w wewnętrzne sprawy ich kraju, wykorzystując do tego żyjących w Albanii Greków, niewiele mniej zaś (46%) sądzi, że w podobny, progrecki sposób działa prawosławny patriarcha Albanii Anastasios (Anastazy).
56% badanych Albańczyków jest przekonanych, że w ciągu 20 ostatnich lat Grecja w ten czy inny sposób pomogła ich ojczyźnie. Zdecydowana większość Greków (88%) jest zdania, że Ateny pomagały Tiranie.
Kierownik greckiej części przywoływanego badania mówi, że mimo bliskich więzi ekonomicznych i społecznych między oboma krajami, wciąż bardzo widoczne jest negatywne nastawienie i posługiwanie się stereotypami we wzajemnych ocenach. "W ostatnich latach uczyniliśmy istotne postępy na płaszczyźnie polityczno-dyplomatycznej, lecz wciąż pozostaje wiele do zrobienia w relacjach międzyludzkich. Symptomatyczne jest to, że nawet w tych obszarach, gdzie pozytywna rola Grecji jest niezaprzeczalna (np. wsparcie dla prozachodniej polityki Albanii, greckie inwestycje w albańską gospodarkę), pozostaje ona niemal zupełnie nieznana, niedostrzegalna przez Albańczyków".
Ciekawy przykład: aż 46% mieszkańców Albanii nie uważa, że obecnie Grecja wspiera ich kraj na drodze do integracji z Unią Europejską, mimo że jest to wielokrotnie deklarowany priorytet polityki zagranicznej Aten (inna rzecz, czy za tymi deklaracjami idą realne czyny). Greccy badacze dodają, że uzyskane wyniki potwierdzają konieczność wzmożenia aktywności Grecji w obszarze dyplomacji publicznej (public diplomacy) na terenie Albanii i wśród mieszkańców tego kraju.
39% ankietowanych Albańczyków wyraża przekonanie, że na wzajemnych stosunkach gospodarczych skorzystała wyłącznie lub przede wszystkim Grecja. Z kolei, 66% pytanych Greków sądzi, że na stosunkach tych skorzystała wyłącznie lub przede wszystkim Albania. Wydaje się, że liczby te wynikają m.in. z wyraźniej różnicy w dochodzie narodowym obu państw - bogatszy ma wrażenie, że więcej "dokłada" do interesów z biedniejszym.
Podsumowując, można stwierdzić, iż z pewnością istnieje spory potencjał do przełamywania niezgodnych z rzeczywistością stereotypów, na które zwracają uwagę autorzy badania. Okazuje się bowiem, 26% pytanych Albańczyków żyło "w nieodległej przeszłości" w Grecji przez co najmniej dwa lata, a aż 95% Greków miało okazję osobiście poznać Albańczyka.
Źródło: "To Wima", 24 XII 2013 r.
wtorek, 31 grudnia 2013
Nieznani sprawcy ostrzelali rezydencję ambasadora Niemiec w Atenach
Wczoraj nad ranem rezydencja niemieckiego ambasadora w Grecji Wolfganga Dolda, mieszcząca się w Chalandri (metropolia ateńska), ostrzelana została przez nieznanych sprawców, posługujących się bronią automatyczną typu kałasznikow. Władze greckie obawiają się nasilenia ataków terrorystycznych, zwłaszcza jeśli napastnicy z Chalandri nie zostaną szybko ujęci. A dzisiejsze wydanie niemieckiego dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung" wita grecką prezydencję w Radzie UE pod dwuznacznym tytułem "Kalimera, kalinichta" ("Dzień dobry, dobranoc").
Przedstawiciele greckich służb bezpieczeństwa wyrażają niepokój związany z możliwością nasilenia się zbrojnych ataków, notowanych uprzednio w pierwszej dekadzie XXI wieku. Na celowniku śledczych znaleźli się m.in. ludzie skazywani niegdyś za czyny terrorystyczne, którzy opuścili więzienia w ostatnim okresie. Odbyły się już przesłuchania pierwszych zatrzymanych. Władzom chodzi m.in. o to, by nie dopuścić do odbudowania sieci kontaktów i powiązań między grupami stosującymi przemoc zbrojną.
Premier Grecji Antonis Samaras rozmawiał już o zajściu z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, zapewniając o podjęciu wszelkich możliwych działań zmierzających do wyjaśnienia sprawy, natomiast minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier oświadczył, że "sprawcy tego czynu nie zdołają zepsuć dobrych relacji panujących między Niemcami i Grecją".
Do zajścia doszło około godziny 3.30 nad ranem. Według świadka - strażnika znajdującego się w budce przy rezydencji - zamaskowanych sprawców było co najmniej czterech, posiadali dwa karabiny maszynowe typu kałasznikow. Na miejscu policja zabezpieczyła ok. 60 łusek po nabojach kaliber 7,62 mm. Zdołano już ustalić, że broń była "czysta", tzn. nie użyto jej wcześniej do dokonania czynu przestępczego.
Cytowany świadek zeznał, że jeden ze sprawców podszedł nieco bliżej ogrodzenia rezydencji i otworzył ogień, zaś pozostali napastnicy stali kilka metrów za nim. Najwięcej śladów po kulach naliczono właśnie na ogrodzeniu, dwa ślady znaleziono w pobliżu okna sypialni córki ambasadora. Sprawcy nie mierzyli w budkę strażniczą, zajmowaną przez policjanta. Po dokonaniu ostrzału odjechali na motocyklach lub skuterach. Zeznania policjanta potwierdził już drugi świadek, mieszkaniec pobliskiej kamienicy. Teren wokół rezydencji ambasadora jest monitorowany, jednak póki co nie wiadomo, czy jakość nocnego nagrania będzie na tyle dobra, by ułatwić pracę śledczym.
Co ciekawe, godzinę przed atakiem na rezydencję policja zamierzała wylegitymować osoby podróżujące motocyklem poruszającym się pobliską aleją Kifisia, jednak prowadzący pojazd na widok wozu policyjnego przyspieszył i zdołał uciec. Na razie nie wiadomo, czy zdarzenie to ma związek z "głównym" zajściem.
Warto przypomnieć, że nie był to pierwszy w najnowszej historii Grecji atak na niemiecką placówkę dyplomatyczną. 16 maja 1999 roku rezydencja ówczesnego ambasadora Niemiec została ostrzelana przez członków lewackiej grupy terrorystycznej "17 listopada".
Premier Samaras podkreślił, że "im większe postępy czyni Grecja na trudnej drodze wyjścia z kryzysu, tym zajadlej wrogowie naszego kraju próbują nas z tej drogi zawrócić i psuć nasz międzynarodowy prestiż na dwa dni przed objęciem przez nas prezydencji w Radzie UE. Jednak nie uda im się!". Samaras stanowczo oświadczył, że priorytetem jego rządu jest zapewnienie stabilności i bezpieczeństwa w Grecji, co jest jego zdaniem szczególnie ważne w okresie, gdy w regionie wschodniego Śródziemnomorza: w Turcji, Syrii, czy Egipcie sytuacja daleka jest od ideału. "Proszę tylko spojrzeć, co dzieje się u naszych bliższych i dalszych sąsiadów - nietrudno będzie państwu wówczas stwierdzić, jak cenna jest względna stabilizacja, którą udało nam się zaprowadzić w kraju. Proszę też pomyśleć, jak bardzo muszą nienawidzić Grecji ci, którzy nastają na tę stabilizację. Grecka demokracja już nieraz oparła się agresorom, oprze się im także tym razem".
Tymczasem, sylwestrowe wydanie niemieckiego dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung" wita grecką prezydencję w Radzie UE sceną z "Uczty" Platona i frapującym tytułem "Dzień dobry, dobranoc".
Źródła: "Kathimerini", "To Wima" 30, 31 XII 2013 r.
Przedstawiciele greckich służb bezpieczeństwa wyrażają niepokój związany z możliwością nasilenia się zbrojnych ataków, notowanych uprzednio w pierwszej dekadzie XXI wieku. Na celowniku śledczych znaleźli się m.in. ludzie skazywani niegdyś za czyny terrorystyczne, którzy opuścili więzienia w ostatnim okresie. Odbyły się już przesłuchania pierwszych zatrzymanych. Władzom chodzi m.in. o to, by nie dopuścić do odbudowania sieci kontaktów i powiązań między grupami stosującymi przemoc zbrojną.
Premier Grecji Antonis Samaras rozmawiał już o zajściu z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, zapewniając o podjęciu wszelkich możliwych działań zmierzających do wyjaśnienia sprawy, natomiast minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier oświadczył, że "sprawcy tego czynu nie zdołają zepsuć dobrych relacji panujących między Niemcami i Grecją".
Do zajścia doszło około godziny 3.30 nad ranem. Według świadka - strażnika znajdującego się w budce przy rezydencji - zamaskowanych sprawców było co najmniej czterech, posiadali dwa karabiny maszynowe typu kałasznikow. Na miejscu policja zabezpieczyła ok. 60 łusek po nabojach kaliber 7,62 mm. Zdołano już ustalić, że broń była "czysta", tzn. nie użyto jej wcześniej do dokonania czynu przestępczego.
![]() |
| Ślad po kuli na elewacji rezydencji niemieckiego ambasadora (fot. DPA) |
![]() |
| Antyterroryści pracują pod rezydencją ambasadora RFN (fot. Kathimerini) |
Co ciekawe, godzinę przed atakiem na rezydencję policja zamierzała wylegitymować osoby podróżujące motocyklem poruszającym się pobliską aleją Kifisia, jednak prowadzący pojazd na widok wozu policyjnego przyspieszył i zdołał uciec. Na razie nie wiadomo, czy zdarzenie to ma związek z "głównym" zajściem.
Warto przypomnieć, że nie był to pierwszy w najnowszej historii Grecji atak na niemiecką placówkę dyplomatyczną. 16 maja 1999 roku rezydencja ówczesnego ambasadora Niemiec została ostrzelana przez członków lewackiej grupy terrorystycznej "17 listopada".
Premier Samaras podkreślił, że "im większe postępy czyni Grecja na trudnej drodze wyjścia z kryzysu, tym zajadlej wrogowie naszego kraju próbują nas z tej drogi zawrócić i psuć nasz międzynarodowy prestiż na dwa dni przed objęciem przez nas prezydencji w Radzie UE. Jednak nie uda im się!". Samaras stanowczo oświadczył, że priorytetem jego rządu jest zapewnienie stabilności i bezpieczeństwa w Grecji, co jest jego zdaniem szczególnie ważne w okresie, gdy w regionie wschodniego Śródziemnomorza: w Turcji, Syrii, czy Egipcie sytuacja daleka jest od ideału. "Proszę tylko spojrzeć, co dzieje się u naszych bliższych i dalszych sąsiadów - nietrudno będzie państwu wówczas stwierdzić, jak cenna jest względna stabilizacja, którą udało nam się zaprowadzić w kraju. Proszę też pomyśleć, jak bardzo muszą nienawidzić Grecji ci, którzy nastają na tę stabilizację. Grecka demokracja już nieraz oparła się agresorom, oprze się im także tym razem".
Tymczasem, sylwestrowe wydanie niemieckiego dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung" wita grecką prezydencję w Radzie UE sceną z "Uczty" Platona i frapującym tytułem "Dzień dobry, dobranoc".
![]() |
| "Dzień dobry, dobranoc" na pierwszej stronie FAZ (fot. FAZ) |
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Grecy o swojej ojczyźnie na koniec roku 2013
Ponad połowa Greków opuściłaby swoją ojczyznę, gdyby tylko miała taką możliwość – wynika z badań przeprowadzonych w drugiej połowie grudnia 2013 roku na zlecenie dziennika „To Wima”. Społeczeństwo greckie pogrążone jest w pesymizmie i myśli o poszukiwaniu lepszej przyszłości poza swoim krajem, którego przyszłość widzi w czarnych barwach. Bezrobocie pustoszy Grecję zarówno w kontekście losów poszczególnych jednostek, jak i kondycji całego narodu. W morzu złych nastrojów pojawiają się jednak pewne iskierki optymizmu.
68,6% procent Greków jest przekonanych, że najgorsze efekty wieloletniego kryzysu dopiero nadejdą, zaledwie 25,1% uważa, iż najgorsze już minęło. Tradycyjnie ankietowanych zapytano o to, jakie słowo najlepiej opisuje w ich ocenie przyszłość kraju. Wyniki okazały się jednoznacznie negatywne: katastrofa (27,3% wskazań), zastój (25,1%), kryzys (18,3%). 18,9% respondentów wskazało natomiast słowo „nadzieja”, a 9,8% „rozwój”.
Badanych zapytano o ich własny stosunek do kryzysu. 52,1% ankietowanych odpowiedziało, że nie wie, czy sobie z nim poradzi, natomiast 46,5% uznało, że przezwycięży kryzys. W komentarzu do tych wyników napisano, że społeczeństwo coraz wyraźniej zaczyna się dzielić na dwie mniej więcej równe liczebnie grupy – tych, którzy zdołali „utrzymać się na powierzchni” i dostosowali się do nowych warunków życia oraz tych, których dochody (najczęściej w wyniku utraty pracy) spadły na tyle wyraźnie, że wpadli w spiralę długów i innych problemów, z których nie widzą żadnej drogi ratunku i powrotu do stanu równowagi.
55,6% Greków zadeklarowało, że skorzystałoby z możliwości wyjazdu z kraju przy nadarzającej się do tego okazji, 39,1% nie chce opuszczać Grecji. Ciekawe dane przyniosło ponadto pytanie o migrację wewnętrzną: 45,9% mieszkańców Aten i Salonik dopuszcza możliwość przeprowadzki na prowincję, gdyby tam właśnie pojawiała się szansa na lepszą (lub jakąkolwiek) pracę; 44,7% badanych nie bierze pod uwagę wyjazdu z metropolii.
53,5% respondentów stwierdziło, że nie zgodziłoby się na jakąkolwiek obniżkę swojego wynagrodzenia, nawet gdyby miało to przyczynić się do zmniejszenia ogólnokrajowego poziomu bezrobocia. 32% pytanych zadeklarowało, że gotowi byliby obniżyć swe pobory o maks. 10% w imię solidaryzmu społecznego, natomiast 7,8% Greków poświęciłoby więcej niż 10% pensji pro publico bono.
Bezrobocie jest zjawiskiem społecznym, które całkowicie zdominowało przestrzeń publiczną w Grecji w 2013 roku. Ono także napawa Greków największym lękiem i wskazywane jest jako najważniejszy problem do pokonania przez rządzących. 61,2% badanych uznało bezrobocie za najważniejsze „wydarzenie” w Grecji w mijającym roku. Na drugim miejscu z wynikiem zaledwie 24,7% znalazła się konfiskata depozytów na Cyprze, a na trzecim (18,1%) aresztowanie władz faszyzującej partii „Złoty Świt”. Tuż za „podium” uplasowało się natomiast zamknięcie przez rząd premiera Samarasa greckich mediów publicznych (ERT), wybrane przez 14,1% Greków [respondenci mogli wskazać maks. dwa wydarzenia].
Na pytanie: „Gdybyś miał wybrać człowieka roku 2013 w Grecji, do jakiej grupy zawodowej należałaby ta osoba?”, 59,6% badanych odpowiedziało, że byłby to bezrobotny; 9% wybrałoby polityka, a 7,8% przedsiębiorcę.
Wśród zadań, które winny być priorytetem dla rządzących w 2014 roku, 79,3% Greków wymieniło zwalczenie bezrobocia, 37,1% ograniczenie biedy, a 28,7% uszczelnienie systemu podatkowego i ściganie unikających płacenia należnych podatków. Na czwartym miejscu pojawia się uniezależnienie kraju od zewnętrznych instytucji finansowych (25,6% wskazań), a na piątym zmniejszenie obciążeń podatkowych (22,1%). Zaledwie 1,4% Greków uważa, że istotnym zadaniem dla kraju będzie prezydencja Aten w Radzie Unii Europejskiej [respondenci mogli wskazać maks. trzy zadania].
Społeczeństwo greckie jest podzielone w kwestii oceny, czy w ciągu najbliższych 5 lat uda się zmniejszyć bezrobocie w kraju. 51% badanych wypowiada się na ten temat pozytywnie, natomiast 46,6% sądzi, że stopa bezrobocia w Grecji pozostanie na co najmniej tak samo wysokim poziomie, jak obecnie. Pełna zgodność odpowiedzi występuje natomiast przy surowej, negatywnej ocenie poszczególnych instytucji, które w 2013 roku zabierały głos i proponowały działania zmierzające do zmniejszenia stopy bezrobocia. 84,1% ankietowanych uważa, że rząd zrobił „niewiele” lub „nic” odnośnie do tego problemu, a i tak wypadł on lepiej niż pozostałe oceniane instytucje. Opozycja parlamentarna zebrała bowiem 88,9% negatywnych ocen, organizacje przedsiębiorców – 89,8%, a związki zawodowe – 95,2%.
Wydaje się, że Grecy wyraźnie zaczynają budzić się z „socjalistycznego snu”, zaaplikowanego im wiele lat temu przez Andreasa Papandreu, gdyż dość nieoczekiwane rezultaty przynosi odpowiedź na pytanie o kwestie, które rząd powinien powziąć celem pobudzenia gospodarki. Trzy najczęściej wskazywane odpowiedzi to: „zachęty do zakładania nowych firm”, „zachęty do podejmowania działalności gospodarczej w sektorze rolnym” oraz „napływ inwestycji zagranicznych”. Z powyższymi danymi koresponduje niejako odpowiedź na pytanie, czy „widzisz przyszłość dla prowadzenia działalności zawodowej w Grecji”. 63,9% badanych uznało, że tak lub raczej tak; 33,5% stwierdziło, że nie lub raczej nie.
Najlepsze perspektywy na przyszłość Grecy widzą dla następujących sektorów gospodarki: turystyka i kultura (68,7% wskazań), rolnictwo (59,3%), energetyka, w tym ze źródeł odnawialnych (51,7%), komunikacja i nowe technologie (46,3%) oraz przemysł stoczniowy i żegluga (28,7%) [respondenci mogli wskazać dowolną liczbę branż].
Zob. też ostatnie dane o bezrobociu w Grecji oraz prognozy demograficzne dla tego kraju.
Badanie przeprowadzono w dniach 18-19 grudnia 2013 roku. Reprezentatywna grupa 1010 osób powyżej 18. roku życia. Badanie metodą wywiadu telefonicznego oraz ankiety elektronicznej. Błąd oszacowania: 3,08%. Zleceniodawca: dziennik „To Wima”. Wykonujący: Η Κάπα Research.
68,6% procent Greków jest przekonanych, że najgorsze efekty wieloletniego kryzysu dopiero nadejdą, zaledwie 25,1% uważa, iż najgorsze już minęło. Tradycyjnie ankietowanych zapytano o to, jakie słowo najlepiej opisuje w ich ocenie przyszłość kraju. Wyniki okazały się jednoznacznie negatywne: katastrofa (27,3% wskazań), zastój (25,1%), kryzys (18,3%). 18,9% respondentów wskazało natomiast słowo „nadzieja”, a 9,8% „rozwój”.
Badanych zapytano o ich własny stosunek do kryzysu. 52,1% ankietowanych odpowiedziało, że nie wie, czy sobie z nim poradzi, natomiast 46,5% uznało, że przezwycięży kryzys. W komentarzu do tych wyników napisano, że społeczeństwo coraz wyraźniej zaczyna się dzielić na dwie mniej więcej równe liczebnie grupy – tych, którzy zdołali „utrzymać się na powierzchni” i dostosowali się do nowych warunków życia oraz tych, których dochody (najczęściej w wyniku utraty pracy) spadły na tyle wyraźnie, że wpadli w spiralę długów i innych problemów, z których nie widzą żadnej drogi ratunku i powrotu do stanu równowagi.
55,6% Greków zadeklarowało, że skorzystałoby z możliwości wyjazdu z kraju przy nadarzającej się do tego okazji, 39,1% nie chce opuszczać Grecji. Ciekawe dane przyniosło ponadto pytanie o migrację wewnętrzną: 45,9% mieszkańców Aten i Salonik dopuszcza możliwość przeprowadzki na prowincję, gdyby tam właśnie pojawiała się szansa na lepszą (lub jakąkolwiek) pracę; 44,7% badanych nie bierze pod uwagę wyjazdu z metropolii.
53,5% respondentów stwierdziło, że nie zgodziłoby się na jakąkolwiek obniżkę swojego wynagrodzenia, nawet gdyby miało to przyczynić się do zmniejszenia ogólnokrajowego poziomu bezrobocia. 32% pytanych zadeklarowało, że gotowi byliby obniżyć swe pobory o maks. 10% w imię solidaryzmu społecznego, natomiast 7,8% Greków poświęciłoby więcej niż 10% pensji pro publico bono.
Bezrobocie jest zjawiskiem społecznym, które całkowicie zdominowało przestrzeń publiczną w Grecji w 2013 roku. Ono także napawa Greków największym lękiem i wskazywane jest jako najważniejszy problem do pokonania przez rządzących. 61,2% badanych uznało bezrobocie za najważniejsze „wydarzenie” w Grecji w mijającym roku. Na drugim miejscu z wynikiem zaledwie 24,7% znalazła się konfiskata depozytów na Cyprze, a na trzecim (18,1%) aresztowanie władz faszyzującej partii „Złoty Świt”. Tuż za „podium” uplasowało się natomiast zamknięcie przez rząd premiera Samarasa greckich mediów publicznych (ERT), wybrane przez 14,1% Greków [respondenci mogli wskazać maks. dwa wydarzenia].
Na pytanie: „Gdybyś miał wybrać człowieka roku 2013 w Grecji, do jakiej grupy zawodowej należałaby ta osoba?”, 59,6% badanych odpowiedziało, że byłby to bezrobotny; 9% wybrałoby polityka, a 7,8% przedsiębiorcę.
Wśród zadań, które winny być priorytetem dla rządzących w 2014 roku, 79,3% Greków wymieniło zwalczenie bezrobocia, 37,1% ograniczenie biedy, a 28,7% uszczelnienie systemu podatkowego i ściganie unikających płacenia należnych podatków. Na czwartym miejscu pojawia się uniezależnienie kraju od zewnętrznych instytucji finansowych (25,6% wskazań), a na piątym zmniejszenie obciążeń podatkowych (22,1%). Zaledwie 1,4% Greków uważa, że istotnym zadaniem dla kraju będzie prezydencja Aten w Radzie Unii Europejskiej [respondenci mogli wskazać maks. trzy zadania].
Społeczeństwo greckie jest podzielone w kwestii oceny, czy w ciągu najbliższych 5 lat uda się zmniejszyć bezrobocie w kraju. 51% badanych wypowiada się na ten temat pozytywnie, natomiast 46,6% sądzi, że stopa bezrobocia w Grecji pozostanie na co najmniej tak samo wysokim poziomie, jak obecnie. Pełna zgodność odpowiedzi występuje natomiast przy surowej, negatywnej ocenie poszczególnych instytucji, które w 2013 roku zabierały głos i proponowały działania zmierzające do zmniejszenia stopy bezrobocia. 84,1% ankietowanych uważa, że rząd zrobił „niewiele” lub „nic” odnośnie do tego problemu, a i tak wypadł on lepiej niż pozostałe oceniane instytucje. Opozycja parlamentarna zebrała bowiem 88,9% negatywnych ocen, organizacje przedsiębiorców – 89,8%, a związki zawodowe – 95,2%.
Wydaje się, że Grecy wyraźnie zaczynają budzić się z „socjalistycznego snu”, zaaplikowanego im wiele lat temu przez Andreasa Papandreu, gdyż dość nieoczekiwane rezultaty przynosi odpowiedź na pytanie o kwestie, które rząd powinien powziąć celem pobudzenia gospodarki. Trzy najczęściej wskazywane odpowiedzi to: „zachęty do zakładania nowych firm”, „zachęty do podejmowania działalności gospodarczej w sektorze rolnym” oraz „napływ inwestycji zagranicznych”. Z powyższymi danymi koresponduje niejako odpowiedź na pytanie, czy „widzisz przyszłość dla prowadzenia działalności zawodowej w Grecji”. 63,9% badanych uznało, że tak lub raczej tak; 33,5% stwierdziło, że nie lub raczej nie.
Najlepsze perspektywy na przyszłość Grecy widzą dla następujących sektorów gospodarki: turystyka i kultura (68,7% wskazań), rolnictwo (59,3%), energetyka, w tym ze źródeł odnawialnych (51,7%), komunikacja i nowe technologie (46,3%) oraz przemysł stoczniowy i żegluga (28,7%) [respondenci mogli wskazać dowolną liczbę branż].
Zob. też ostatnie dane o bezrobociu w Grecji oraz prognozy demograficzne dla tego kraju.
Badanie przeprowadzono w dniach 18-19 grudnia 2013 roku. Reprezentatywna grupa 1010 osób powyżej 18. roku życia. Badanie metodą wywiadu telefonicznego oraz ankiety elektronicznej. Błąd oszacowania: 3,08%. Zleceniodawca: dziennik „To Wima”. Wykonujący: Η Κάπα Research.
niedziela, 29 grudnia 2013
O kobietach z wyspy Andros
5 grudnia w greckich kinach odbyła się premiera filmu "Μικρά Αγγλία" (wym. mikra anglija, ang. "Little England"), którego scenariusz powstał na podstawie powieści Joany Karistiani pod tym samym tytułem. Film opowiada historię dwóch sióstr, mieszkających na cykladzkiej wyspie Andros: zamknięta w sobie 20-letnia Orsa jest potajemnie zakochana w miejscowym kapitanie, natomiast młodsza, "dynamiczna i pełna marzeń" Moscha pragnie opuścić wyspę, za wszelką cenę chcąc uniknąć losu wszystkich znanych sobie kobiet, które "wychodzą za mąż za marynarzy, których nigdy nie ma w domu, gdyż pochłania ich morze". Niepoślednią rolę w fabule odgrywa też matka obu sióstr, "utożsamiająca miłość z cierpieniem", która planuje wydać je za mąż, kierując się interesami rodziny w lokalnym wyspiarskim środowisku. Sprawa skomplikuje się jeszcze bardziej, gdy okaże się, że młodsza córka ma stać się żoną kapitana, w którym zakochana jest starsza...
Nie miałem jeszcze okazji zobaczyć tego filmu, jednak na podstawie samej książki, wywiadu z autorką książki, fragmentów ścieżki dźwiękowej, których już posłuchałem oraz recenzji, z którymi się zapoznałem, mogę stwierdzić, że każdy, kto interesuje się kulturą wyspiarskiej Grecji w różnych jej aspektach oraz klimatem tejże, będzie usatysfakcjonowany seansem. Zapewne za jakiś czas film ten będzie można zdobyć w angielskiej wersji językowej, może pokaże go jakieś "artystyczne" kino przy okazji któregoś z festiwali filmowych. Jak pisze jeden z krytyków, "reżyser Pandelis Wulgaris stworzył ciekawy obraz, który prowokuje do myślenia a zarazem wzrusza". A oto utwór zatytułowany "Śródziemnomorskie głosy", jeden z motywów muzycznych ze ścieżki dźwiękowej filmu, wykonywany przez wokalistkę Katerinę Polemi (w tle sceny z filmu).
Wyspiarski nurt kina greckiego jakby mniej widoczny był w ostatnich latach poza samą Grecją, co zapewne wynikało z tego, że zupełnie innego typu filmy z tego kraju święciły międzynarodowe triumfy. Mam tu na myśli oczywiście słynnego "Kła" i "Alpy" w reżyserii Jorgosa Lanthimosa, a także nagradzany w tym roku na festiwalu w Wenecji "Miss Violence" Aleksandrosa Awranasa. Tym bardziej zatem warto zwrócić uwagę na "Μικρά Αγγλία" ("Little England"), choćby po to, aby nie pozostać z mylnym wrażeniem, że kino greckie XXI wieku "zatrzymało się" na stylistyce proponowanej widzom m.in. przez Lanthimosa i Awranasa. A jeśli dodać do tego piękną śródziemnomorską muzykę i takież zdjęcia, to nawet nie będąc fanem/fanką "historii miłosnych", czasu poświęconego temu obrazowi nie uznamy za czas zmarnowany. Jak mówi Joana Karistiani, która brała aktywny udział przy pracach nad scenariuszem, film ten ma wymiar uniwersalny, "jest podróżą w świat głębokich, wszechmocnych, ludzkich namiętności". A nic tak nie sprzyja tego rodzaju rozważaniom, jak wyspiarskie słońce i jego promienie odbijające się w morskiej toni.
O autorce: Joana Karistiani urodziła się w 1952 roku na Krecie, jej rodzice pochodzili z Azji Mniejszej. Studiowała prawo, lecz zawodowo poświęciła się sztuce i dziennikarstwu. Jako pisarka debiutowała w 1994 roku zbiorem opowiadań "Η κυρία Κατάκη" ("Pani Kataki"). Kolejnym jej dziełem była właśnie "Μικρά Αγγλία", za którą w 1998 otrzymała Państwową Nagrodę Literacką. Sukces ten powtórzyła w 2007 roku, gdy wyróżniono jej powieść pt. "Σουέλ" ("Suel"). Prywatnie jest żoną reżysera Pandelisa Wulgarisa.
Nie miałem jeszcze okazji zobaczyć tego filmu, jednak na podstawie samej książki, wywiadu z autorką książki, fragmentów ścieżki dźwiękowej, których już posłuchałem oraz recenzji, z którymi się zapoznałem, mogę stwierdzić, że każdy, kto interesuje się kulturą wyspiarskiej Grecji w różnych jej aspektach oraz klimatem tejże, będzie usatysfakcjonowany seansem. Zapewne za jakiś czas film ten będzie można zdobyć w angielskiej wersji językowej, może pokaże go jakieś "artystyczne" kino przy okazji któregoś z festiwali filmowych. Jak pisze jeden z krytyków, "reżyser Pandelis Wulgaris stworzył ciekawy obraz, który prowokuje do myślenia a zarazem wzrusza". A oto utwór zatytułowany "Śródziemnomorskie głosy", jeden z motywów muzycznych ze ścieżki dźwiękowej filmu, wykonywany przez wokalistkę Katerinę Polemi (w tle sceny z filmu).
![]() |
| Okładka tegorocznego wznowienia powieści Joany Karistiani pt. "Μικρά Αγγλία" ("Little England") |
Wyspiarski nurt kina greckiego jakby mniej widoczny był w ostatnich latach poza samą Grecją, co zapewne wynikało z tego, że zupełnie innego typu filmy z tego kraju święciły międzynarodowe triumfy. Mam tu na myśli oczywiście słynnego "Kła" i "Alpy" w reżyserii Jorgosa Lanthimosa, a także nagradzany w tym roku na festiwalu w Wenecji "Miss Violence" Aleksandrosa Awranasa. Tym bardziej zatem warto zwrócić uwagę na "Μικρά Αγγλία" ("Little England"), choćby po to, aby nie pozostać z mylnym wrażeniem, że kino greckie XXI wieku "zatrzymało się" na stylistyce proponowanej widzom m.in. przez Lanthimosa i Awranasa. A jeśli dodać do tego piękną śródziemnomorską muzykę i takież zdjęcia, to nawet nie będąc fanem/fanką "historii miłosnych", czasu poświęconego temu obrazowi nie uznamy za czas zmarnowany. Jak mówi Joana Karistiani, która brała aktywny udział przy pracach nad scenariuszem, film ten ma wymiar uniwersalny, "jest podróżą w świat głębokich, wszechmocnych, ludzkich namiętności". A nic tak nie sprzyja tego rodzaju rozważaniom, jak wyspiarskie słońce i jego promienie odbijające się w morskiej toni.
O autorce: Joana Karistiani urodziła się w 1952 roku na Krecie, jej rodzice pochodzili z Azji Mniejszej. Studiowała prawo, lecz zawodowo poświęciła się sztuce i dziennikarstwu. Jako pisarka debiutowała w 1994 roku zbiorem opowiadań "Η κυρία Κατάκη" ("Pani Kataki"). Kolejnym jej dziełem była właśnie "Μικρά Αγγλία", za którą w 1998 otrzymała Państwową Nagrodę Literacką. Sukces ten powtórzyła w 2007 roku, gdy wyróżniono jej powieść pt. "Σουέλ" ("Suel"). Prywatnie jest żoną reżysera Pandelisa Wulgarisa.
Turecki kryzys i Erdogan
Ostatnie skandale korupcyjne na najwyższych szczeblach władzy w Turcji osłabiły pozycję premiera tego kraju Recepa Tayyipa Erdogana. Człowiek, przedstawiany jako pogromca sieci niejasnych powiązań finansowych, w które uwikłane były poprzednie tureckie gabinety, otrzymał potężny cios, po którym trudno będzie mu się otrząsnąć. Sytuacja Erdogana wygląda nie najlepiej zwłaszcza w kontekście planowanego startu w wyborach prezydenckich (sierpień 2014 r.), które po raz pierwszy będą miały miały charakter bezpośredni - pisze grecki publicysta Atanasios Ellis.
Wielu Turków - polityków, dyplomatów, przedsiębiorców, naukowców - i to niekoniecznie szczególnie mocno sympatyzujących z opozycją "z definicji" kontestującą działania Erdogana - nie kryje obaw w związku z rozwojem wypadków w ich kraju w ostatnim okresie oraz decyzjami podejmowanymi przez szefa rządu. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Turcja jest obecnie siedemnastą gospodarką na świecie oraz zajmuje strategiczne położenie na mapie świata, dojdziemy do wniosku, iż problemy Ankary wzbudzają żywe zainteresowanie również poza Turcją. W szczególności dotyczy to Grecji. "Nie dziwi wszak, że nie pozostajemy obojętni wobec tego, czy Turcja jest krajem stabilnym, czy też targają nią wewnętrzne napięcia". Mimo znaczących reform, które Ankara poczyniła w okresie ostatnich kilkunastu lat, wciąż wiele zagadnień nie doczekało się uregulowania. W warunkach politycznej destabilizacji na tureckiej scenie trudno wyobrazić sobie postępy w rokowaniach dotyczących kwestii cypryjskiej [w 2014 roku przypadnie 40. rocznica zajęcia północnego Cypru przez wojska tureckie w odpowiedzi na prowokacje czynione przez upadający reżim "czarnych pułkowników" w Grecji - przyp. T.F.], czy też porozumienia w sprawie dookreślenia granic wód terytorialnych, oraz innych zarówno dwustronnych, jak i wielostronnych kwestii we wzajemnych stosunkach.
Nie zapominajmy też o płaszczyźnie ekonomicznej - silna i stabilna gospodarka turecka to jakże pożądany importer greckich produktów, a spokojni o przyszłość Turcy to mile widziani pod Akropolem turyści.
Podsumowując, Turcja wchodzi właśnie w bardzo niebezpieczną fazę, która musi stać się obiektem stałej obserwacji ze strony Grecji. "W naszym interesie jest przygotowanie się na każdy możliwy scenariusz, gdyż historia uczy nas, że wewnętrzna destabilizacja niejednokrotnie prowadzi do eksportu kryzysu. A nasz kraj pozostaje w tym względzie głównym jego odbiorcą".
Źródło: Kathimerini
Wielu Turków - polityków, dyplomatów, przedsiębiorców, naukowców - i to niekoniecznie szczególnie mocno sympatyzujących z opozycją "z definicji" kontestującą działania Erdogana - nie kryje obaw w związku z rozwojem wypadków w ich kraju w ostatnim okresie oraz decyzjami podejmowanymi przez szefa rządu. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Turcja jest obecnie siedemnastą gospodarką na świecie oraz zajmuje strategiczne położenie na mapie świata, dojdziemy do wniosku, iż problemy Ankary wzbudzają żywe zainteresowanie również poza Turcją. W szczególności dotyczy to Grecji. "Nie dziwi wszak, że nie pozostajemy obojętni wobec tego, czy Turcja jest krajem stabilnym, czy też targają nią wewnętrzne napięcia". Mimo znaczących reform, które Ankara poczyniła w okresie ostatnich kilkunastu lat, wciąż wiele zagadnień nie doczekało się uregulowania. W warunkach politycznej destabilizacji na tureckiej scenie trudno wyobrazić sobie postępy w rokowaniach dotyczących kwestii cypryjskiej [w 2014 roku przypadnie 40. rocznica zajęcia północnego Cypru przez wojska tureckie w odpowiedzi na prowokacje czynione przez upadający reżim "czarnych pułkowników" w Grecji - przyp. T.F.], czy też porozumienia w sprawie dookreślenia granic wód terytorialnych, oraz innych zarówno dwustronnych, jak i wielostronnych kwestii we wzajemnych stosunkach.
Nie zapominajmy też o płaszczyźnie ekonomicznej - silna i stabilna gospodarka turecka to jakże pożądany importer greckich produktów, a spokojni o przyszłość Turcy to mile widziani pod Akropolem turyści.
Podsumowując, Turcja wchodzi właśnie w bardzo niebezpieczną fazę, która musi stać się obiektem stałej obserwacji ze strony Grecji. "W naszym interesie jest przygotowanie się na każdy możliwy scenariusz, gdyż historia uczy nas, że wewnętrzna destabilizacja niejednokrotnie prowadzi do eksportu kryzysu. A nasz kraj pozostaje w tym względzie głównym jego odbiorcą".
Źródło: Kathimerini
piątek, 27 grudnia 2013
Telewizja ANT1 inwestuje w Rumunii
Mimo wciąż trudnej sytuacji na greckim rynku reklamowym i wynikających z niej rozlicznych problemów finansowych, miejscowe media starają się aktywnie poszukiwać nowych źródeł potencjalnych dochodów. Drugi pod względem oglądalności grecki komercyjny nadawca telewizyjny - ANT1 - poinformował w wigilię, że porozumiał się z niemieckim koncernem ProSiebenSat1 w sprawie przejęcia kilku podmiotów działających w Rumunii. Po sfinalizowaniu transakcji ANT1 stanie się właścicielem muzycznej stacji telewizyjnej KissTV oraz nadawców radiowych Kiss FM, Magic FM, One FM oraz Rock FM.
Nie będzie to pierwsza inwestycja greckiej telewizji w regionie południowo-wschodniej Europy. Do grupy ANT1 należą już bowiem serbska PRVA Televisija (wraz z filią w Czarnogórze) oraz słoweńska Planet TV. Todoris Kiriaku, wiceprezes ANT1, wyraził "daleko idące zadowolenie z powodu strategicznego zakupu i przejęcia czołowych rumuńskich nadawców muzycznych". Stwierdził, iż w jego ocenie rumuński rynek telewizyjny cechuje się wielkim potencjałem rozwojowym, a inwestycja ta doskonale wpisuje się plany umacniania pozycji grupy ANT1 w tej części Europy.
Źródło: To Wima
Nie będzie to pierwsza inwestycja greckiej telewizji w regionie południowo-wschodniej Europy. Do grupy ANT1 należą już bowiem serbska PRVA Televisija (wraz z filią w Czarnogórze) oraz słoweńska Planet TV. Todoris Kiriaku, wiceprezes ANT1, wyraził "daleko idące zadowolenie z powodu strategicznego zakupu i przejęcia czołowych rumuńskich nadawców muzycznych". Stwierdził, iż w jego ocenie rumuński rynek telewizyjny cechuje się wielkim potencjałem rozwojowym, a inwestycja ta doskonale wpisuje się plany umacniania pozycji grupy ANT1 w tej części Europy.
Źródło: To Wima
Subskrybuj:
Posty (Atom)







